Rajd szlakiem zielonym

IMG_0088a07Długo się zastanawiałem jaką trasę tym razem zaplanować. Nic mi nie przychodziło do głowy, bo właściwie większość okolic już objechaliśmy…. w pewnym momencie byłem skłonny zrezygnować z jakiegokolwiek wyjazdu.

Na drugi jednak dzień zacząłem przeglądać mapy i tu dojrzałem szlak którym nigdy nie jechaliśmy… a był to szlak zielony rozpoczynający swój bieg w Wejherowie Decyzję podjąłem natychmiast… dorzuciłem jeszcze do tego szlak niebieski Szybko wystawiłem info na stronę. O godz. 8:07 mieliśmy pociąg z Wrzeszcza, gdy dojechałem do dworca dojrzałem parę osób, tak sobie pomyślałem, że w niedzielę niewielu śpiochów pewno przyjedzie.

Wsiedliśmy do SKM’ki a po drodze zaczęli dosiadać uczestnicy naszego rajdu. Wiedziałem, że „Flash” jedzie na kołach, „Satan” zapowiedział, że będzie nas gonił asfaltem z Wejherowa…. miał nocny dyżur w szpitalu.

Szybko policzyłem i powinno nas być ok. 6 osób. Dojechaliśmy w końcu do końcowego przystanku i jak się wiara wysypała z pociągu to naliczyłem, że było wszystkich aż 22 w tym troje dziewcząt… niezła grupka… będzie wesoło 🙂 Przy czołgu pamiątkowa fotka i ruszamy paręset metrów asfaltem.

Nie będę tu opisywał gdzie i kiedy skręcaliśmy w lewo czy w prawo bo to nie ma wiekszego znaczenia. I tak prawie wszyscy znają tę drogę. Opiszę tylko ważniejsze sytuacje jakie przeżyliśmy na trasie, bo na pewno to czytelników zainteresuje.IMG_6862

W trakcie jazdy w kierunku Piaśnicy otrzymałem telefon od Adama, który właśnie w Piaśnicy czekał na nas. Czekał dość długo, więc postanowił wyjechać nam na spotkanie. Krótkie przywitanie w biegu i jest już nas 23.

Bardzo ładna trasa, drogi utwardzone szutrowe i te lasy, które dodają życia, świeże powietrze i kompletna cisza. Czasem tylko słychać jak żurawie w ułożonym kluczu odlatują od nas.  Wrócą jednak w przyszłym roku na wiosnę…

Przed nami j. Dobre. Ogłaszam krótki odpoczynek, wraz z posiłkiem, bo przed nami droga daleka… pojedliśmy, popiliśmy, pożartowaliśmy i zrobiliśmy kilka fotek.

Jedziemy dalej, szkoda czasu, zjazdy, podjazdy trochę piachów i w pewnym momencie ogłoszono awarię roweru w grupie jadącej za nami. Zadzwoniłem do Tomka i okazuje się, że jeden z kolegów zerwał łańcuch, a gdy naprawili niewiele ujechali i zerwał się po raz drugi. Czekaliśmy dość długo… o to już nie dobrze, ponieważ te przerwy się wydłużają a dzień jest krótki, o 18:00 już robi się ciemno.

Umówiłem się z Tomkiem, że my nieco wolniej będziemy jechać, a on z grupką chyba 5 osobową będzie nas gonić. Tomek zgodził się i tak też zrobiliśmy.

IMG_6871Ruszamy… mała 5 osobowa grupka została za nami. Starałem się hamować niektórych bikerów, po to aby Tomek nas doszedł i w końcu doszedł. Jechaliśmy już w komplecie. Ta radość nie trwała zbyt długo, bo nastąpiła następna awaria, ale już bardziej poważna. Otóż Adam w pewnym momencie złapał gumę. Na pewno ktoś pomyśli, że to nic takiego strasznego. Przedtem jednak był zjazd z górki po kamieniach i widocznie w tym czasie pękła i odgięła się obręcz a to spowodowało przetarcie opony co w konsekwencji doprowadziło do przebicia dętki. Obręcz miał dość mocno zeszlifowaną od hamulców.

W końcu jakoś udało się załatać tę awarię, bo na pewno musi być wymieniona obręcz na nową. Na pół napompowanej oponie Adam postanowił się wycofać z dalszej jazdy z nami i „przesiadł sie” na szosę w kierunku Wejherowa. Pozostało nas 22, ale to nie był koniec awarii. Fatalny dzień!!! Jeszcze nigdy czegoś takiego nie było. Chyba lepiej powinny być przeglądane rowery przed wyjazdem. My nie jeździmy szosami tylko po ciężkim terenie dlatego też uczulam na lepsze przygotowanie rowerów, w przeciwnym bowiem wypadku nasze rajdy nie będą realizowane w całości. Przed Jastrzębią Górą Markowi również zerwał się łańcuch, ale tu był problem większy, ponieważ Marek przyjechał na rajd bez haka, czyli jechał bez przerzutki po dość trudnym terenie. Była bardzo zabawna sytuacja, gdy pod każdą górkę musiał biec obok roweru. Wjechać nie mógł, bo miał ustawione na twarde przełożenia, czyli z przodu blat a z tyłu najmniejsza zębatka.

Czasami próbował podjeżdżać i stąd to w końcu to zerwanie łańcucha.

Postanowił skrócić łańcuch tak aby łańcuch szedł na środkowej przedniej zębatce a z tyłu bez zmian, czyli najmniejsza. Te wszystkie awarie poważnie zabrały nam czas i dochodziła już 15:30.

Nie mieliśmy szans przejechać całej trasy, a więc krótka narada z kolegami. Zaproponowałem opcję awaryjną „nr 2”, którą założyłem jeszcze będąc w domu, gdyby nam zabrakło czasu to skracamy i wracamy z Jastrzębiej Góry przez Mechowo, Darżlubie do Wejherowa.

Wszyscy zaakceptowali tę moją propozycję. Marek w końcu zakończył łączenie łańcucha i ruszyliśmy do Jastrzębiej Góry . Jednocześnie zaproponował mi, że skoro skróciliśmy trasę to zaliczmy przynajmniej klif, przy którym zrobimy parę fotek. Bez namysłu odpowiedziałem mu, że koniecznie tam jedziemy i dojechaliśmy. Widoki oszałamiające. To jest nagroda dla nas za nasze pokonane trudy. Natychmiast wszyscy powyciągali aparaty, a migawki zaczęły strzelać jak na jakiejś konferencji prasowej. Na klifie było dość zimno i wiał mocny wiatr, niektórzy ubierali na siebie co mieli.

Jest godzina 16:00 a do Wejherowa chyba ok. 40 km, czyli wrócimy już w kompletnych ciemnościach. Nie przeszkadza nam to, ważne, że wszyscy byli szczęśliwi z takiego rajdu a widać to było po uśmiechniętych twarzach.

Wracamy do miasta do jakiegoś sklepu, aby uzupełnić zapasy. Zapowiedziałem, że przez 40 km nie będzie żadnego sklepu, bo jedziemy polnymi drogami i lasami. A więc w drogę, wjeżdżamy na ścieżkę rowerową przez las w kierunku Mechowa a po drodze spotykaliśmy grzybiarzy, którzy jeszcze próbowali coś znaleźć.

Tempo było umiarkowane wprawdzie tworzyła się czołowa grupka, która to prowadziła, peleton był dość mocno rozciągnięty, ale co jakiś czas zatrzymywaliśmy się, aby dołączyła reszta uczestników.

Dojechaliśmy do Mechowa. „Satan” zapowiedział, że on i jeszcze parę innych chętnych chcieli zobaczyć Groty Mechowskie i będzie nas gonić. OK.

Przekazałem mu nasz azymut i pojechaliśmy w kierunku Darżlubie a tam na asfaltówkę zupełnie pustą od blachosmrodów. Na skrzyżowaniu poczekaliśmy na resztę grupy, która w dość szybkim tempie dołączyła do nas.

Ruszyliśmy już było zupełnie ciemno a więc wszystkie lampki się pozapalały. Niesamowita droga pełna zakrętów i dość szeroka.

Zupełna cisza, kompletna ciemność tylko było widać jak peleton był rozciągnięty po migających czerwonych lampkach i przednich halogenach. Dobiegały tylko odgłosy szczelających żołędzi pod naszymi kołami. W Darżlubiu zresetowałem jedną z dwóch pamięci mego licznika, aby zmierzyć tę trasę leśną… .W Wejherowie odczytałem ją i wynosiła 19 km. Szosa w kompletnych ciemnościach coś niesamowitego!!! Dojechaliśmy do dworca w Wejherowie, bilety i za parę minut byliśmy już w pociągu.

Kasia szukała chętnego, aby wysiąść w Sopocie i dojechać jeszcze na Zaspę na kołach (widocznie dla niej była za krótka trasa)…..spojrzała na mnie…… no dobra to jadę z Tobą a jeszcze do nas dołączył „Flash” więc pożegnaliśmy wszystkich w Kamiennym Potoku i wysiedliśmy. Tomek prowadził, tempo było ok. 25 km/h jak stwierdziła Kasia. A zimno było, więc mocniej nacisnęliśmy na pedały.

Piękna jazda brzegiem morza, wiatr mieliśmy w plecy. Na Zaspie pożegnaliśmy Tomka i ja poprowadziłem w kierunku „Lotni” i tam pożegnałem się z Kasią. To była godz. 20:00, czyli 12 godzin na kołach, bylibyśmy dużo wcześniej, gdyby nie te awarie.

Muszę stwierdzić, od 3 lat jak prowadzę rajdy nie miałem tylu awarii. Pokrzyżowały nam one kompletnie nasz plan, ale na pewno tam wrócimy w przyszłym roku jak dnie będą długie.

Moje refleksje:

Trochę było podjazdów, trochę piachów, trochę korzeni, czyli całkiem sympatyczna droga….taką lubię a asfaltów prawie wcale nie było i to jest to!!!

ELENA! Brakowało nam Ciebie…..nie miałem kogo pilnować, aby mnie nie wyprzedzano 🙂 wracaj na trasę!!!

Na przyszłość nie powinny mieć miejsca takie sytuacje, aby jechać bez przerzutki po zróżnicowanym terenie. Łańcuch może każdemu się urwać, taką usterkę usuwa się dość szybko, ale nie rozumie dlaczego nie używa się zapinek do łańcucha?

Na zakończenie jak zwykle wszystkim serdecznie dziękuję za przemiłe towarzystwo, no i tu muszę również podziękować naszym dziewczynom, które jak zwykle były wspaniałe i dobrze przygotowane kondycyjnie.

I jeszcze jedno nie było w tej ekipie „zamulaczy” wszyscy jechali razem, tym razem naprawdę wszyscy dobrali się idealnie jeżeli chodzi o kondycję.

Tekst: Mieczysław Butkiewicz

Foto: Tomek&Mieczysław&Sławek

asfalt=niewiele

dystans=100

kondycja=normalna

profil=niski

trud=niski

m=Wejherowo

m=Jastrzębia Góra

m=Mechowo

m=Darżlubie

szlak=zielony

obszar=kaszuby

atrakcja=jezioro

typ=rowerowy

This entry was posted in Relacje and tagged , , , , . Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post. Post a comment or leave a trackback.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Your email address will never be published.


+ pięć = 9