Czarnym szlakiem do Wejherowa

czarny_szlakWyruszyłem z domu o 8:30 planując przybyć na miejsce spotkania nieco przed czasem. Zjeżdżając obok poligonu na Morenie zaliczyłem pierwsze błoto tego dnia. Doskonale zdawałem sobie sprawę że takiej „zabawy” czeka mnie dziś znacznie więcej. Czarny szlak do Wejherowa jest bardzo trudnym szlakiem z kilkoma naprawdę ostrymi podjazdami…
Dodatkową atrakcją będzie zapewne błoto i rozjeżdżone przez traktory ścieżki. Jednak to właśnie jest celem rajdu. Zdobyć szlak w długich spodniach i kurtkach brodząc po kostki w błocie. Co więcej – zdając sobie z tego całkowicie sprawę jeszcze przed rozpoczęciem rajdu. Bo nie sztuką jest zostać zaskoczonym na trasie i „jakoś” dać sobie radę. Sztuką jest umieć przygotować się psychicznie do każdego rodzaju przeciwności.
Na starcie okazało się, że tylko Qazi zdołał przygotować się psychicznie do trudów dzisiejszego rajdu. Niestety nie udało mu się to w kwestii fizycznej i mocno niedysponowany ruszył za mną w stronę TPK. Za to, że w ogóle próbował należy mu się spory „szacun”. Ilu z nas przekręciłoby się na drugi bok w łóżku? (na pewno ja).
Pierwszym punktem rajdu było połączenie się z grupą „gdyńską” czekającą na nas o 10 pod Krykulcem. Prowadziłem przez TPK, wjeżdżając na Abrahama, a następnie Szwedzką Groblą zjeżdżając w dół aż do Oliwy. Po drodze próbował mnie zaatakować sporej wielkości pies (owczarek niemiecki) który biegał luzem bez smyczy i zupełnie nie reagował na polecenia (krzyki) swojej właścicielki. Pies biegł z naprzeciwka akurat jak zjeżdzałem „słuszną” prędkością w dół. Miałem na pewno ponad 40 km/h i pomyślałem, że chyba rozwalę bestię bo nie ma szans na hamowanie. Szkoda tylko roweru. Więc tak jechaliśmy/biegliśmy na przeciwko siebie co trwało może 2 sekundy i nagle pies poszedł bokiem. Oczywiście nie zdążył mnie złapać zębami, a ja nie zdążyłem rzucić mięsem w jego właścicielkę (głupia krowa). W momencie gdy pies zawracał w miejscu i rzucał się w kolejny pościg za mną ja byłem już daleko z przodu martwiąc się jedynie o Qaziego. Na szczęście ten jechał niedaleko za mną… ciekawe jak opisze to zdarzenie bo nie mieliśmy jakoś okazji pogadać.
Przejeżdżając obok Pachołka (Zieloną Drogą) napotkaliśmy szwadrony pieszych machających kijkami trekkingowymi. Były to chyba 3 grupy po kilkanaście osób idące w pewnych odstępach od siebie. Qazi miał problemy z łańcuchem więc zatrzymaliśmy się na moment gdy akurat jeden ze szwadronów przechodził tuż obok… gdy tylko przeszli nastała błoga cisza przerywana jedynie trójwymiarowymi dźwięgami kilku dzięciołów i innych nierozpoznanych przeze mnie ptaków. To było naprawdę rewelacyjne! Z każdej strony, z różnych wysokości i odległości dobiegały charakterystyczne postukiwania lub śpiewy. Świeciło słońce, niebo było błękitne z dość dużą ilością białych chmurek, ja miałem pełny bukłak wody, jedzenie, siłę oraz 70 km drogi przez las. Żyć nie umierać 🙂
Na Drodze Nadleśniczych zauważyłem jadącą z przeciwka żółtą sylwetkę bikera… Świru 🙂 Jechał co prawda w stronę Otomina ale szybko uległ zaproszeniu na „czarny do Wejherowa”. On to się lubi męczyć i brudzić 😉 Było nas już  trzech.
Do miejsca spotkania z grupą „gdyńską” dojechaliśmy mocno spóźnieni, ale na szczęście Mudia i Wojtek czekali na nas. Skład powiększył się do 5 osób aby jednak za chwilę spaść do 4. Qazi z powodu niedyspozycji postanowił jechać za nami swoim tempem. Po jakimś czasie poinformował mnie telefonicznie, że zawraca do domu. Dalszą drogę kontynuowaliśmy już w niezmiennym składzie czyli Świru, Mudia, Wojtek i ja.
Pogoda nadal dopisywała. Było naprawdę fantastycznie. Jechaliśmy średnim tempem pozwalającym utrzymać dobrą temperaturę ciała. Zdziwiła nas niewielka ilość błocka zalegającego na trasie. Czasami trafiały się kałuże czy większe rozlewiska, ale dało się je dość łatwo omijać i w sumie niewiele zsiadaliśmy z rowerów. Pierwszy odpoczynek zrobiliśmy koło Piekiełka skąd do Wejherowa zostało ok. 25 km. Tak – to była ta trudniejsza część. Masakryczny podjazd po kamieniach przypomniał mi, że w górach jest 10x ciężej. Chyba tylko to pozwoliło mi znaleźć siły aby trzymać się 2 metry za żółtą koszulką Świra. Wyraźnie czuję braki treningu podczas zimy, ale z drugiej strony zauważam też szybkie postępy. Będzie dobrze. Oprócz podjazdów były też strome zjazdy. Na dwóch z nich zabiłbym się przez moje kochane RR (rancing ralph) ale jakoś w ostatniej chwili wymanewrowałem. Nieciekawe było też na podjazdach gdy buksowanie tylnego koła odbierało reszki sił… jednak z biegiem trasy łapałem coraz więcej umiejętności i udawało mi się podjeżdżać w całości pod strome podjazdy. Ważna jest technika! Opony i ogólnie cała praca jaką wkładam od miesięcy w odchudzenie roweru zaprocentowały w momentach gdy musieliśmy przenosić rowery na plecach przez błoto. Nie było tego dużo, dopiero około 10 km przed Wejherowem zaskoczyło nas pokaźnych rozmiarów rozlewisko.
Tuż przed Wejherowem gdy czarny szlak zbiega się z czerwonym zatrzymaliśmy się aby podjąć decyzję o powrocie. Ja byłem zdecydowany wracać SKM – nie chciało mi się jechać po ciemku aż do Gdańska (mieszkam k/Auchan). Świru był zdecydowany wracać na kołach, a Mudia i Wojtek wahali się. W końcu ustaliliśmy, że razem dojedziemy szlakiem do końca i później podejmiemy decyzję. Chyba właśnie ta końcówka zaważyła na decyzji Mudii który jednak wrócił ze mną SKM (czego później żałował i wysiadł wcześniej). Szlak wiódł pod Kalwarię prowadząc nas pomiędzy kapliczkami. Naprawdę urokliwe miejsce które miałem już wcześniej okazję oglądać „z buta”. Jednak na rowerze to inny klimat… każdy kolejny podjazd pod kaplicę powodował zadyszkę, ale nagrodą była piękna, widokowa trasa. Na koniec usiedliśmy przed jedną z kaplic na krótki posiłek. Promienie słońca jeszcze nie grzeją tak mocno jak w czerwcu, ale i tak było to bardzo przyjemne i nastrojowe. Zmęczeni, zadowoleni z przejechanej ciężkiej trasy… spodziewaliśmy się wielkiego błota i goniących nas traktorów. A tu? Piękna słoneczna pogoda i wspaniała trasa dla każdego miłośnika rowerów górskich. Czarny szlak oceniam jako najbardziej urozmaicony i widowiskowy ze wszystkich w okolicach Trójmiasta, a jednocześnie gwarantujący solidną porcję kolarskich emocji.
Dziękuję wszystkim uczestnikom za tak fajny rajd. Tempo było równe, przystanków mało. Pogoda wspaniała. Do zobaczenia za tydzień!
W domu byłem około 18. Na liczniku niecałe 93 km.

Andrzej „Scoot”

asfalt=niewiele

dystans=100

kondycja=normalna

profil=normalny

trud=niski

m=Piekiełko

m=Wejherowo

m=Gdańsk

szlak=czarny

obszar=Kaszuby

atrakcja=panorama

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , , | Leave a comment

Rajd nadmorskim klifem

IMG_8390.jpg.phpPogodynka zapowiadała świetną pogodę, a Mietek równie świetną trasę. Tak wybuchowa mieszanka zawsze podziała na każdego rasowego rowerzystę. Przyjechało ich na start ponad dwudziestu! (konkretnie 22.)IMG_8397.jpg.php

Zbieraliśmy się po całym Trójmieście wsiadając do SKM-ki od Gdańska Głównego przez Wrzeszcz, a na Gdyni  Stoczni kończąc. Mieliśmy następnie ruszyć w kierunku Torpedowni lecz zostałem zmuszony do przeprowadzenia krótkiego instruktażu zaklejania ósmej dziury w dętce i oponie Obcego. Choć mama mówiła, aby z obcymi nie rozmwawiać to mając na uwadze dobro całej grupy poświęciłem się rzucając kilka słów typu „rusz się szybciej z tym klejeniem”. Podziałało. Ale nie na długo. Kilka kilometrów dalej rower Obcego znów zajmował zaszczytną odwróconą pozycję. Obcy uzyskał więc miano Starszego Klejącego, a nas wysłał do diabła w stronę Torpedowni. Chłopak jest wstydliwy i nie lubi jak 21 par oczu śledzi każdy jego ruch gdy na kolanach klei kolejną dętkę (i oponę!)IMG_8402.jpg.phpIMG_8409.jpg.phpPojechaliśmy. Po drodze w euforii szybkiego zjazdu (a może to był podjazd?) zgubiliśmy Mietka. Ten wykazał się jednak znajomością ponadnaturalnej sztuki teleportacji i dojechał do celu przed nami. Nie puszczajcie go na żaden maraton bo nie mamy szans! 🙂 Z Torpedowni ruszyliśmy w stronę Rewy fantastycznym szlakiem biegnącym po klifie wzdłuż plaży. Po drodze wykonaliśmy grupowe zdjęcie pod krzyżem w kształcie mieczy z wystającymi kotwicami i kołami rowerowymi (naprawdę piłem tylko zwykły izotonik)
Na klifie pokonaliśmy dwa fajne zjazdy. Niestety pomiędzy nimi zgubiliśmy Satana i Agnieszkę. Stojąc we mgle przez długie minuty snuliśmy podejrzenia co też mogło się z nimi stać. Nie pozostało nic innego jak wysłać zwiadowcę celem penetracji przebytej już części szlaku. Jednogłośnie wybraliśmy na ochotnika Flasha, który nie bez uśmiechu na twarzy wrzucił blat i wystartował. Nie wracał przez kolejne kilka  minut i nasze hipotezy odnośnie nieobecności tej trójki nabrały dodatkowych kolorów. Zjawił się sam po jakimś czasie oznajmiając, że zagubieni wyprzedzili nas i są już na deptaku w Pucku. Teleportacja po raz drugi!! Przy okazji dopowiem, że praktycznie przy każdym postoju Flash kręcił szybkie kółka dookoła całej grupy. Zwiększał tym swoją średnią i nieuchronnie zmierzał do osiągnięcia 200-tki na tym rajdzie. Czy się udało niech sam się wypowie w komentarzu 🙂IMG_8418.jpg.php

Pozostała część trasy minęła w spokoju i bez większych awarii (chociaż Obcy z Sabą cały czas jechali z nami). Ciekawy był 15 km asfaltowy zjazd od Darżlubia do Wejherowa. Wytworzyły się grupki pościgowe, a nawet rywalizacja z dziewczyną na rolkach! Jechała tak szybko, że druga część grupy na rowerach nie była w stanie  jej dogonić! Tłumaczę to znacznie większą ilością kółek (8 sztuk w rolkach vs. 2 rowerowe)

W Wejherowie podzieliliśmy się na dwie grupy. Przecinaki wracali na kołach do Gdańska, a lamerzy pili izotoniki w SKM 🙂

W sumie przejechałem ok. 90 km. Przywiozłem 0,5 kg błota i drugie tyle opalenizny. Do zobaczenia za tydzień na rajdzie pościgowym (dwie grupy).

Jeśli ktoś zechce napisać własną relację z tego rajdu to zapraszam do udziału w naszym konkursie „Na najlepszą relację rowerową”!!
Andrzej „scoot”
asfalt=niewiele
dystans=100
kondycja=niska
profil=niski
trud=niski
m=Rewa
m=Puck
m=Darżlubie
m=Wejherowo
atrakcja=morze
typ=rowerowy
Posted in Relacje | Tagged , , , , , | Leave a comment

Relacja z rajdu do latarni Stilo

IMG_0071.jpg.phpCzarne chmury wisiały na niebie. Sprawdziłem na Meteo prognozę dla Wejherowa, ale nie przewidywali tam opadów. W związku z tym postanowiłem jednak wyruszyć mimo, że w Gdańsku trochę mżyło.

Ruszyłem na dworzec i tam spotkałem już trzy osoby. Po drodze dosiadł się jeszcze Sławek a dalej Saba ze swoją połową:) Natomiast w Wejherowie na nas czekało również kilka osób a między innymi Aga, Wojtek i Rafał. W sumie nas było 12 osób. Odważna dwunastka!!!IMG_0078.jpg.php

Ruszyliśmy…….po przejechaniu 1km wjechaliśmy na szlak zielony i tu już Michał prowadził wielką stawkę do boju. Parę razy gubiliśmy szlak , ale dzięki Wojtkowi znającemu szlak odnajdywaliśmy drogę. Już na początku trasy zaczęło mżyć Zapowiadało się nie najlepiej, spojrzałem na niebo, czarne deszczowe chmury wisiały nam nad głowami. Czułem, że niedługo u góry otworzą kranik 🙂

Start w Wejherowie dalej przez Piaśnicę Wielką,Dąbrowa, jez. Dobre, Lubocino, Sobierńczyce, Porąb i Żarnowiec.
Następnie wjechaliśmy na szlak czerwony, który prowadził poprzez rezerwat Piaśnickie Łąki, i dalej juz czerwonym szlakiem cały czas do latarni morskiej

Gdy dojechaliśmy do Piaśnicy Wielkiej, gdzie mieliśmy obejrzeć groby pomordowanych przez Niemców zaczęło co raz mocniej padać, więc jechaliśmy bez zatrzymywania się.

Po pierwszych 20km zrezygnowały dwie osoby i zawróciły, ponieważ warunki były bardzo ciężkie, mokre korzenie ostrzegały nas ciągle przed upadkiem. Droga stawała się coraz cięższa z powodu podmiękłej drogi szutrowej. Jeszcze przed Żarnowcem wycofał się następny kolega. Nie podaję celowo imion, bo to nie ma większego znaczenia, najgorsze było to, że co raz nas to ubywało. Przed Żarnowcem właściwie już prawie wszyscy mieli dość tej jazdy, widziałem to na ich twarzach.IMG_0093.jpg.php

W związku z tym poprosiłem o to aby dojechać do Żarnowca i tam zadecydujemy czy jedziemy dalej czy wracamy szosą, bo to naprawdę nie było sensu jechać cały czas w deszczu. Wszyscy już byliśmy mocno przemoczeni. Ja również prawdę mówiąc miałem tej jazdy dość.

Jeeeeest!!! Żarnowiec, który nas przywitał brakiem opadów, wszystkim zrobiło się weselej. No więc jedziemy dalej, wszyscy zgodnie wyrazili zgodę. Wjechaliśmy tym razem na szlak czerwony w kierunku Białogóry.

Białogóra to wieś letniskowa znajdująca się 1,5km od Morza Bałtyckiego, jest to florystyczny rezerwat przyrody. Jest tam stanowisko lęgowe żurawia. Momentami nawet wyglądało słoneczko. Wszystkim poprawiły się humory, ale nie na długo, bo znowu się zaczęło i to na dobre do tego stopnia, że już naprawdę nie było na nas suchej nitki.

Za Białogórą zostało nas już tylko pięciu. Dzielna piątka postanowiła już bez względu na pogodę dojechać do upragnionego celu. Michał „Qazimodo” jako prowadzący narzucił dość ostre tempo, ciągnął jak oszalały a za nim reszta co sił w nogach parła do przodu.

Parę kilometrów przed latarnią jechaliśmy klifem, żeby nam uprzyjemnić jazdę zaczął dmuchać silny wiatr.

Byliśmy kompletnie przemoczeni a tu ten zimny nadmorski wiatr. Temperatura tu wynosiła 11 stopni. Najpierw dojechaliśmy do buczka sygnałowego a raczej do jego już ruin. Nie wiele tu było do oglądania. Tu mieliśmy pierwszą gumę, którą złapał Łukasz. Po ok 1km dojechaliśmy do naszej latarni. Znajduje się ona około 1km od brzegu morskiego na wysokości 75m n.p.m. Wysokość jej wynosi 33,4m.

Ja z Michałem jako pierwsi weszliśmy do jej środka, zapłaciliśmy 2zł i do góry. Długo wdrapywałem się na szczyt latarni. Panorama piękna (fotki), ale wiatr tak zimny, że dość szybko zszedłem na dół. Za nami weszli Sławek i Łukasz. Dość dużo ludzi zwiedzało ten obiekt jak na tak brzydką pogodę, sądziłem, że nie będzie tu nikogo. Zeszliśmy na dół i Łukasz stwierdził, że tymi piaskami to my do domu wrócimy o północy, więc schodzimy na szosę i gnamy czym prędzej w kierunku Wejherowa.IMG_9173.jpg.php

Wybraliśmy następującą trasę:Sasino. Słajszewo, Choczewo, Lublewko, Bychowo,Perlino, Mierzyno, Tadzino, Kostkowo, i Wejherowo. Od latarni nastąpiła zmiana prowadzącego a był nim Łukasz „Mudia”.

Koledzy narzucili takie tempo, że już mi po tych przejechanych 100km brakowało mi sił pędząc 28km/h a do celu pozostało jeszcze 20km, więc jechałem swoim tempem cały czas 25km/h. Pod koniec towarzyszył mi już do samego Wejherowa Łukasz „Mudia”, który nie chciał mnie zostawiać samego na szosie….dzięki Ci.

Biorąc pod uwagę całą trasę to była rzeczywiście ciężka czasami mocno zapiaszczona no i błota nie brakowało.

Tak naprawdę jechaliśmy prawie cały czas w deszczu przez ok. 60km z małymi przebłyskami słońca, czyli do samej latarni. Natomiast w drodze powrotnej opady zanikły na dobre.

Na liczniku miałem 121km

do domu dotarłem już na światłach, czyli przed 21:00

moje osobiste refleksje:

Osobiście ten rajd uważam za udany, był on po prostu ciężki, nie należymy przecież do rowerzystów niedzielnych i takie rajdy nie są dla nas czymś wyjątkowym…..musimy się z tym liczyć na przyszłość.

Serdecznie wszystkim uczestnikom chciałem podziękować, może to rzeczywiście nie był udany rajd jak niektórzy stwierdzili…..pogody nie da się przewidzieć kiedy ona będzie odpowiednia dla nas. Mimo wszystko było super towarzystwo i było miło spędzić czas na świeżym powietrzu.

W związku z tym, że ostatnie 3 rajdy były dość ciężkie, więc następny zapowiadamy, że będzie lajtowy i bardzo krótki.

tekst:Mieczysław

Sasino. Słajszewo, Choczewo, Lublewko, Bychowo,Perlino, Mierzyno, Tadzino, Kostkowo, i Wejherowo.

asfalt=niewiele
dystans=100
kondycja=wysoka
profil=normalny
trud=niski
m=Gdańsk
m=Wejherowo
m=Piaśnica Wielka
m=Lubocino
m=Sobieńczyce
m=Porąb
m=Żarnowiec
m=Białogóra
m=Stilo
m=Sasino
m=Słajszewo
m=Choczewo
m=Lublewko
m=Bychowo
m=Perlino
m=Mierzyno
m=Tadzino
m=Koskowo
szlak=zielony
szlak=czerwony
atrakcja=jezioro
atrakcja=morze bałtyckie
typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , , , , , , | Leave a comment

Rajdy z Qazimodo czyli supełki

IMG_0030

Pomimo dużego zainteresowania i zapowiedzenia się wielu osób na starcie stawił się jedynie dzielny Zbyszek. Spotkaliśmy się o 7:30 w SKMce jadącej w kierunku Słupska. Po dość ciekawej podróży, podczas której mieliśmy okazję polemizować sobie z lokalną młodzieżą na temat palenia w naszym przedziale papierosów, dotarliśmy do Bożegopola Wielkiego.

Ku naszemu zaskoczeniu nikt na nas nie czekał. Zrobiliśmy więc pamiątkowe foto odczekaliśmy chwilkę i ruszyliśmy. Jak się szybko okazało nie w tym kierunku co trzeba bo po chwili zobaczyliśmy tablicę Bożepole Małe. Po powrocie w miejsce startu i ustaleniu właściwego (jak nam się zdawało) kierunku ruszyliśmy po raz  drugi. Od początku zupełnie nie pasował nam kierunek jaki obraliśmy ale po telefonicznej konsultacji z naszym operatorem w bazie (Mietkiem w domu przed komputerem) nasze wątpliwości się rozwiały.

Po około półtorej godzinie jazdy dotarliśmy do Godętowa. W tym momencie obiecałem sobie że ostatni raz prowadzę rajd. Zamiast być już daleko w kierunku Gdańska my cofnęliśmy się w przeciwnym kierunku. Na ale cóż radowaliśmy się że jesteśmy na niebieskim szlaku i na pewno się nie zgubimy. Po chwili nasz zapał ostudził deszczyk. Niemniej trasa z Godętowa była już w dobrą stronę i mieliśmy pewność że jedziemy jak trzeba.

Niestety oznaczenia tego szlaku wcale nie były takie super jak twierdzili niektórzy i doszukaliśmy się w nich wielu błędów. Nie mieliśmy mapy a jak się okazało po samych znaczkach na drzewach jechać się nie dało. Co gorsza w pewnym momencie szlak zaczął zataczać koło i zaczęliśmy się zbliżać powrotem do Bożegopola.

Tu nastąpiła kolejna konsultacja z operatorem.

Cofnęliśmy się kilka kilometrów i asfaltową drogą dotarliśmy do okolic dworku w Paraszynie. Po drodze złapało nas prawdziwe deszczysko, mocząc nas jak w czasie kapieli. Po małej przerwie na herbatce w dworku i pamiątkowym foto ruszyliśmy dalej docierając do leśniczówki „łowców przygód”. Tam nastąpiła mała techniczna przerwa bo moja przerzutka przednia całkowicie odmówiła posłuszeństwa. Zresztą podczas całej wyprawy silny deszcz i mocno zabłocone drogi skutecznie zapychały nasze napędy. W silnym deszczu momentami całkowicie uniemożliwiającemu jazdę dotarliśmy niebieskim szlakiem do Malwina.

Na licznikach mieliśmy po 80 km. Całkowicie przemoknięci o godzinie 17:00 zdecydowaliśmy się nie jechać dalej szlakiem i odbić w stronę Wejherowa. Tak też zrobiliśmy. Na nasze szczęście cali dojechaliśmy do dworca PKP, a było blisko zderzenia z TIR-em.  Tu po chwili wsiedliśmy w pociąg i dojechaliśmy do Gdańska gdzie rozeszły się nasze drogi.

Całą wycieczkę uważam za udaną choć powoli przechodzi mi radość jazdy w każdych warunkach. Silny i nieustanny deszcz jest z pewnością jednym z nich. O formę trzeba jednak dbać więc czasami nie ma wyboru. Dobrze że mieliśmy odpowiednie ciuchy które jak myślę w ogóle pozwoliły nam na jazdę w deszczu. Techniczna odzież jest jednak warta swojej ceny.

Wiele zdjęć niestety nie wyszło więc pięknej relacji brak, na domiar złego uszkodziłem swoją cyfrówkę. Przygoda i dobre towarzystwo wynagrodziły mi jednak te niedogodności. Brak mapy i zły sposób oznaczania szlaku wprowadziły nas kilka razy w błąd. Czasem zmuszając nas do dość długich powrotów.

Szlak jest jednak bardzo piękny i gorąco go polecam.
Z pewnością tak jak i Mietek taki i my na długo go zapamiętamy bo wraz z pogodą dały nam w kość!

Pozdrawiam Qazimodo.

asfalt=niewiele

dystans=100

kondycja=normalna

profil=normalny

trud=niski

m=Bożepole Wielkie

m=Wejherowo

szlak=niebieski

obszar=Kaszuby

atrakcja=jezioro

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , | Leave a comment

Puszcza Kaszubska, Paraszyńskie Wąwozy

IMG_7884

Trasa przejazdu

 

Spotkaliśmy się w pociągu w 12-sto osobowym składzie, ale po drodze jeszcze paru dosiadło. W sumie było nas 15. Nikt się nie spodziewał, że na tej trasie będziemy przeżywać ciężkie chwile. Tym razem opuściło nas szczęście, które zawsze nam towarzyszyło.

Zawsze podkreślałem, aby wszyscy korzystali z kasków z powodu ostrych technicznych zjazdów… no i przydał się kask przy moim dość niebezpiecznym upadku, ale o tym później.

Boże pole Wielkie! Nareszcie wysiadamy, krótkie zaopatrzenie w sklepie i w drogę! Obiecałem 100% szutrów i słowa dotrzymam. Założeniem tego rajdu było przejechanie niebieskiej ścieżki rowerowej aż do jeziora Wygoda a następnie szlakiem czerwonym do Sopotu. Momentami bardzo przyzwoita droga leśna, ale było dość sporo podjazdów i oczywiście zjazdów,  często bardzo krętych i niebezpiecznych. Nie jeden raz wprowadzaliśmy rowery na piechotę.IMG_7872

Po przejechaniu 20 km nastąpiła pierwsza awaria w rowerze Pawła… kicha. I nic nie byłoby w tym nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że nasz kolega posiada rower starszego typu w którym kola są mocowane za pomocą nakrętek, a nie szybko zapinaczy. Niestety nikt nawet właściciel nie posiadał odpowiedniego klucza. Powstał problem i to nie mały gdyż Pawłowi groziła 20-sto kilometrowa przechadzka lasem.

Na jego szczęście Michał po dłuższych przeszukiwaniach swoich zasobów narzędziowych znalazł jakiś stary klucz rowerowy……uff no to mu sie jednak tym razem upiekło. Niech to będzie przestrogą dla każdego, że klucze należy mieć ze sobą, a nie liczyć na innych.

Po wymianie dętki ruszamy w drogę. Za chwikę następna kicha tym razem u Janusza, ale tu przynajmniej nie było problemu ze zdjęciem koła. Michał prowadził ten rajd za pomocą GPS’u. Spisał się doskonale, ani jednej wpadki…. zastanawiam się nad kupnem tego urządzenia na przyszły sezon. Rozpocząłem serię upadków  podczas dość szybkiego zjazdu pomiędzy wystającymi korzeniami. Anetce jadącej przede mną rzuciło rower w lewo, a ja aby uniknąć zderzenia skierowałem się w stronę nasypu. Zjazd był dość ostry, także tam po tych nierównościach szybkości przewyższały 30 km/h. Głową  walnąłem w nasyp… całe szczęście, że miałem kask. Skutki tego upadku były takie, że musiałem się wycofać na szosę. Żebro pęknięte albo mocno stłuczone – nie wiem. Zaciskając zęby pojechałem jeszcze 10 km z grupą po tych nierównościach aż do jeziora Wygoda. W tym miejscu wiedziałem, że czerwonego nie przejadę, więc postanowiłem wjechać na szosę w kierunku Wejherowa (ok 15km).

IMG_7876Nie byłem osamotniony, bo okazało się, że za mną w pewnej odległości Paweł również zaliczył OTB. Potłuczony dołączył do mnie składając rezygnację z dalszej jazdy czerwonym szlakiem.

Fatalny dzień!!!, ale to nie koniec problemów.

Tomkowi „Flash’owi” przy zjeździe , koło wpadło  w jakiś dół i poleciał  jak wystrzelony z katapulty. Nic mu się nic nie stało, bo miał miękkie lądowanie w życie Smile

Następnie po 40 km nastąpiła awaria jaka nie zdarza się często, a mianowicie Tomkowi rozleciał  się suport… rower nie nadawał się w terenie do naprawy. To najgorsze co go mogło spotkać gdyż był zmuszony iść na piechotę do Wejherowa na pociąg (15 km)… nie mając innego wyjścia, poszedł, a raczej pobiegł. Byłem cały porozbijany, jadąc szosą nie mogłem obejrzeć się do tyłu i sprawdzić czy jedzie za mną Paweł (obolały kark). Oprócz tego mięśnie obu nóg miały mocne stłuczenia. Ból mi sie wzmagał, więc jechałem coraz wolniej. Gdy wsiedliśmy do pociągu w przedziale siedział już wygodnie Tomek!! Jak to sie stało, że on pierwszy dojechał przed nami? Twierdził, że często biegł po szosie no i w dodatku ruszył w drogę ok 20 min przed nami.

IMG_7888

I tak się skończył ten rajd pełen przygód i upadków. Był bez wątpienia jednym z najmniej szczęśliwych, a mój upadek zaliczam do najbardziej niebezpiecznych w całej swej karierze rowerowej.

Teraz na pewno przez parę dni nie będę mógł wsiąść na rower…. szkoda, taka fajna pogoda.

organizator: Mieczysław Butkiewicz

nawigator: Michał Rybicki

zdjęcia: „Flash”&”sot”

asfalt=brak

dystans=100

kondycja=normalna

profil=niski

trud=niski

m=Bożepole Wielkie

m=Wejherowo

szlak=niebieski

obszar=Kaszuby

atrakcja=jezioro

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , | Leave a comment

Rajd szosowy Wejherowo-Reda

reda_logo

„Dwa Michały po lesie śmigały”

Na piątkowy 29 VI 2007r wypad do lasów leśnictwa Wejherowskiego zgłosiła się jedna osoba. Batik (Michał) bo o nim mowa przyjechał na stację PKP w Wejherowie punktualnie o 8:30. Ja dotarłem tam SKM-ką, on na kołach z Osowy.

Plan był taki. Jeśli się przejaśni rajd wydłużymy i postaramy się przejechać maksymalnie wiele kilometrów lasami. Jeśli nie, skracamy trasę i objedziemy jedynie jezioro Żarnowieckie. Wystartowaliśmy zielonym szlakiem do Orla. Tam przeskoczyliśmy na czerwony i jadąc przez miejscowości Góra i Zalewo dotarliśmy do Zielnowa. Trasa była naprawdę fajna, górki kilka zjazdów i wąskie dukty leśne. Niestety jako że był to mój pierwszy rajd jaki prowadziłem pomyliłem w tym miejscu kierunki i nadrobiliśmy kilka kilometrów zawracając. Po małych perypetiach przeskoczyliśmy przez miejsce zwane Chynowcem do Chynowa i Dąbrówki.

Tu kolejnych kilka pomyłek i kolejne nadrobione kilometry. Na domiar złego mój łańcuch zaczął przeraźliwie piszczeć. Szukaliśmy GSu z jakimś olejem lub smarem. Niestety po dłuższych poszukiwaniach znalazłem tylko oliwkę dla niemowląt. Nie było wyjścia – Batik trzymał rower a ja kręciłem i tryskałem na łańcuch oliwkę. Ku radości i zadowoleniu lokalnych gapiów. Jak łatwo się domyśleć piszczenie ustało ale piasek i brud natychmiast rozpoczął inwazję na mój napęd.

Dotarliśmy w końcu do wieży widokowej „Kaszubskie oko” nieopodal Gniewina. Tam 30 minutowa przerwa mała narada i dalej w trasę. Pogoda się przejaśniła ale my postanowiliśmy nie wracać do pierwotnego planu i stwierdziliśmy iż jedziemy troszkę na żywioł, oby do okoła jeziora Żarnowieckiego.

Na zjeździe do Czymanowa osiągnąłem prędkość 72km/h… Kolejne co odwiedziliśmy to Brzyno i Żarnowiec i Sobieńczyce. Tam wskoczyliśmy w las w poszukiwaniu czarnego szlaku. Który miejscami okazał się bardzo wymagający.  Naturalnie po drodze ze 3 razy zgubiłem trasę  i kluczyliśmy nadrabiając nierzadko po 10 km.. Humory jednak dopisywały i to było najważniejsze.

Polecam wszystkim tamte rejony ze względu na naprawdę duże urozmaicenie topograficzne.
Niedaleko za „Bożą Stopką” i „Diabelskim Kamieniem” znajdującymi się na wspomnianym szlaku zaliczyłem „nabijanie na pal”, przy jednym małym ale bardzo trudnym technicznie zjeździe. Palem było moje siodło, a o reszcie się domyślicie…

Odbiliśmy następnie na Domatowo i Leśniewo a następnie żółtym szlakiem do Wejherowa. Tu się rozstaliśmy. Ja wsiadłem w SKM-kę o 16:30 a Batik na kołach do domu na Osowej. Na liczniku miałem 110 km, a więc naprawdę widać że kilka razy zgubiłem drogę . Batik jak dojechał do domu to pewnie dobił do 160km.

Jeśli miałbym oceniać ten rajd to prowadzącemu dał bym „2” (za marne prowadzenie), rejony były na „8”, pogoda na „5” (bo czasem tak wiało że mimo pedałowania staliśmy w miejscu) a towarzystwo na „10”!!!

Na pewno tam jeszcze zawitam nie raz.

Dzięki za wspólny wypad i wyrozumienie

Pozdrawiam Qazimodo!

asfalt=max

dystans=100

kondycja=normalna

profil=niski

trud=niski

m=Osowa

m=Wejherowo

m=Dąbrówka

m=Żarnowiec

m=Sobieńczyce

obszar=Kaszuby

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , , , | Leave a comment

Rajd w lasy Lęborskie…..jez. Choczewskie

lasy_logo

Długo oczekiwany rajd po lasach Lęborskich nareszcie doczekał się realizacji. Pogoda wprawdzie nie zapowiadała się najlepsza, ale mimo to postanowiłem pojechać. 3 maja  to dzień naszego wyjazdu do Godętowa SKM’ką. Spotkaliśmy się prawie wszyscy w pociągu za wyjątkiem „Flash’a”, który dojechał na kołach.

Ruszyliśmy w kierunku Łęczyce, Chrzanowo, Witków, Mierzynko, jez. Salino, Perlino, Prusewo, Białogóra, szlakiem czerwonym do Dębki, Karwia, Jastrzębia Góra, ścieżką rowerową do Mechowa, Dażlubie i Wejherowo. Tak się przedstawia w wielkim skrócie nasza trasa.

Pierwszy dłuższy postój był nad jez. Salino, gdzie „Flash” zbuntował się i postanowił łodzią odpłynąć  wraz z rowerem (foto) do Gdańska, ale niestety w pewnym momencie stracił równowagę i znalazł się do pasa w jeziorze. W końcu wybrał jednak szosę jadąc z nami do domu. To droga pewniejsza.IMG_7563

Jedyną awarię jaką mieliśmy to awaria Wojtka, któremu odmówiło posłuszeństwa siodełko. Pękła jedna z bocznych podpórek. Dalsza jazda po polnych drogach na ledwo trzymającym się siodełku była raczej niemożliwa, więc decyzja podjęta przez niego to szosa. Mieliśmy się spotkać w Białogórze a on miał w międzyczasie jakoś naprawić uszkodzenie. Asekurowała go Aga, także miał fajne towarzystwo…..taki to ma szczęście!

Na całej trasie spotykaliśmy duże ilości sarenek, były mocno spłoszone, także nikomu z nas nie udało się ich uchwycić w kadrze. Przemykały przed nami i zagłębiały się w gęstwiny leśne.

Do Białogóry mieliśmy jeszcze kilkanaście kilometrów, droga była po prostu wspaniała tylko gdzie nie gdzie jakieś piaski albo korzenie drzew. Generalnie rzecz biorąc to trasa na ogół była nazwałbym wspaniała, tylko pogoda nie najlepsza, ponieważ ciągle wiał wiatr z północy. Gdy jechaliśmy lasem to nie odczuwaliśmy go, natomiast na polach był dość dokuczliwy i zimny.

W nawigowaniu oprócz mapy wspomagał mój nowo nabyty kompas. Niestety długo nim się nie cieszyłem, ponieważ gdzieś go zgubiłem, dla mnie to była duża strata, bo był to prezent od mego syna Andrzeja. I od tego momentu straciłem humor, którego już nie odzyskałem do końca rajdu. W Białogórze odłączyli się od nas „Saba”, „Obcy” i jeszcze dwoje (ich imion nie pamiętam, przepraszam). A my czerwonym szlakiem  jechaliśmy do Karwi, a później na parę kilometrów przed Jastrzębią Górą wjechaliśmy na szosę.IMG_7560

Przed Jastrzębią górą skręciliśmy w prawo na ścieżkę rowerową do Mechowa. W tym momencie otrzymaliśmy wiadomość od Wojtka i Agi, że siodełko jakoś naprawili i będą nas gonić. Podałem im nasz azymut jakim będziemy jechać. Niestety jednak nie udało im się nas dogonić, może zmienili trasę tego na razie nie wiem (po jakiś czasie okazało się, że nie pojechali za nami tylko wybrali drogę na Puck i Mrzezino)

My natomiast pojechaliśmy  przez Darżlubie drogą asfaltową do Wejherowa (21 km). Tu wsiedliśmy do pociągu, ale nie wszyscy bo Kasia, Tomek i Wojtek ruszyli do Gdańska na kołach.

Ja do domu dojechałem o godz 21:30 a na liczniku miałem 122 km. Świetny rajd, świetny wypoczynek na świeżym powietrzu. Dziękuję wszystkim uczestnikom za wzięcie udziału w naszym rajdzie, myślę, że wszyscy byli zadowoleni.

Niebawem zrobimy jeszcze jeden taki wypad w te rejony.

tekst: Mieczysław Butkiewicz

asfalt=niewiele

dystans=100

kondycja=normalna

profil=niski

trud=niski

m=Łęczyce

m=Chrzanowo

m=Prusewo

m=Białogóra

m=Dębki

m=Karwia

m=Jastrzębia Góra

m=Darżlubie

m=Wejherowo

szlak=czerwony

obszar=Kaszuby

atrakcja=jezioro

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , , , , , , | Leave a comment

Rajd oldbojów czerwonym szlakiem

oldboje_logo
Nie tylko młodzi bikerzy potrafią pokonywać trudne trasy i doskonale jeździć na rowerach. Chcę tu przytoczyć przykład trzech oldbojów bikerów, którzy również doskonale dają sobie radę a kondycję
posiadają również nie najgorszą.
Po dłuższej przerwie postanowiłem coś zorganizować, ale tym razem wybrać się na jakąś ciekawą traskę. Chętnych było czterech a w rezultacie pojechało troje, jeden z kolegów w ostatniej chwili zrezygnował. Wiesiek poprosił abym wybrał jakąś fajną traskę, gdzie będzie można trochę poszaleć. W pierwszym momencie nie wiedziałem co mam wybrać, naturalnie to miała być trasa typowo terenowo-leśna. Ostrzegałem go, że może to być bardzo ciężka trasa a to z powodu nasilających się ciągle opadów deszczów, ale to go nie odstraszyło, więc wybrałem dość wymagający czerwony szlak wejherowski.IMG_7167
Akceptacja jest, więc jedziemy.
Trójka odważnych miała się spotkać w Sopocie. Ja wyruszyłem z Zaspy z Wieskiem a Zbyszek mieszka w Pruszczu, więc on miał dojechać SKM’ą do Sopotu.
Ruszyliśmy i już w Sopocie Wyścigi pierwsza awaria………złapałem kichę, więc szybko z roweru i do roboty, Wiesiek mi pomógł także poszło to szybko, ale już byliśmy spóźnieni ok. 10min.
Zbyszek już nas czekał…….ruszyliśmy w kierunku lasu.

Czułem, że będzie to „rzeźnia”, gleba rozmiękła, śliskie korzenie i nawet po mokrych liściach, koła się ślizgały a ja mam opony semislick’i, no będzie fajna zabawa, tylko zastanawiałem się ile będzie gleb. Już na samym początku miałem problemy z podjazdami, ponieważ przy mocniejszym naciskaniu na pedały koła się kręciły w miejscu, żałowałem, że nie zmieniłem opon, ale trudno jedziemy dalej. Tą trasą już dwa razy prowadziłem rajdy i wiedziałem, że nie jest to taka ciężka trasa, ale to było latem a obecnie ziemia jest bardzo rozmokła i koła zapadają się w błocie. <br>Najbardziej niebezpieczne były zjazdy po liściach lub po glinie, koła zsuwały się bokiem w wysokie koleiny po traktorach i o dziwo, że nie było upadków, jedynie kolega dwa razy glebnął, ale nie z powodu nieumiejętności prowadzenia roweru tylko dlatego, że dopiero co kupił SPD’y i nie zdążał się wypiąć na zbyt małych szybkościach to jest normalne, każdy to musi przejść.

IMG_7181Droga była tak upierdliwa, że nie można było jechać szybciej, bo to po prostu było niemożliwe, w niektórych miejscach rowery przenosiliśmy na barach albo pod barami, także średnia była bardzo słaba. Przystanków dłuższych nie było jedynie raz zatrzymałem się aby zjeść jakąś kanapkę i to w dużym pośpiechu, bo robiło się już ciemno. Jechaliśmy non-stop przez 75km, aha i przed jednym sklepem zatrzymaliśmy się w celu uzupełnienia wody i to były nasze jedyne przerwy I tak dotarliśmy już na światłach do Wejherowa…….dalej to pociąg i do domu. Przedstawiłem trzy fotki z pięknie oświetlonego Wejherowa nocą (zdjęcia są nieostre, a nie miałem ze sobą statywu). Tysiące świateł, coś wspaniałego to nawet Gdańsk nie może się pochwalić takim oświetleniem. Rowery nie podobne do rowerów całe oblepione błotem, kółek w przerzutce nie było widać,

jak również ochlapane błotem buty i spodnie.
Ale będzie mycia!!!!!!!!!

Refleksje:
Przez moment zastanawiałem się, że nam wszystkim starczyło sił jechać w tak ciężkich warunkach, jedynie Zbyszka łapały pod koniec drogi skurcze, ale to nie oznaczało, że nie miał kondycji, wręcz przeciwnie byłem mile zaskoczony jego kondycją, bo on przecież nie jeździ w dnie powszednie ze względu na pracę.
Trasa była bardzo wymagająca umiejętnego prowadzenia roweru po różnego rodzaju korzeniach, dołów przykrytych liśćmi i w dodatku to wszystko było mokre.
W niektórych miejscach błoto zmuszało do „wysiadki” z roweru i na piechotkę.
Nie było upadków niekontrolowanych, żadnych awarii z wyjątkiem jednej kichy, także rowery po takim błocie spisały sie na medal.

Tekst i foto: Mieczysław Butkiewicz

asfalt=brak
dystans= 50
kondycja=normalna
profil=niski
trud=normalny
m=Zaspa
m=Sopot Wyścigi
m=Wejherowo
szlak=czerwony
obszar=Kaszuby
atrakcja=jezioro
typ=rowerowy
Posted in Relacje | Tagged , , , , | Leave a comment

Rajd szlakiem zielonym

IMG_0088a07Długo się zastanawiałem jaką trasę tym razem zaplanować. Nic mi nie przychodziło do głowy, bo właściwie większość okolic już objechaliśmy…. w pewnym momencie byłem skłonny zrezygnować z jakiegokolwiek wyjazdu.

Na drugi jednak dzień zacząłem przeglądać mapy i tu dojrzałem szlak którym nigdy nie jechaliśmy… a był to szlak zielony rozpoczynający swój bieg w Wejherowie Decyzję podjąłem natychmiast… dorzuciłem jeszcze do tego szlak niebieski Szybko wystawiłem info na stronę. O godz. 8:07 mieliśmy pociąg z Wrzeszcza, gdy dojechałem do dworca dojrzałem parę osób, tak sobie pomyślałem, że w niedzielę niewielu śpiochów pewno przyjedzie.

Wsiedliśmy do SKM’ki a po drodze zaczęli dosiadać uczestnicy naszego rajdu. Wiedziałem, że „Flash” jedzie na kołach, „Satan” zapowiedział, że będzie nas gonił asfaltem z Wejherowa…. miał nocny dyżur w szpitalu.

Szybko policzyłem i powinno nas być ok. 6 osób. Dojechaliśmy w końcu do końcowego przystanku i jak się wiara wysypała z pociągu to naliczyłem, że było wszystkich aż 22 w tym troje dziewcząt… niezła grupka… będzie wesoło 🙂 Przy czołgu pamiątkowa fotka i ruszamy paręset metrów asfaltem.

Nie będę tu opisywał gdzie i kiedy skręcaliśmy w lewo czy w prawo bo to nie ma wiekszego znaczenia. I tak prawie wszyscy znają tę drogę. Opiszę tylko ważniejsze sytuacje jakie przeżyliśmy na trasie, bo na pewno to czytelników zainteresuje.IMG_6862

W trakcie jazdy w kierunku Piaśnicy otrzymałem telefon od Adama, który właśnie w Piaśnicy czekał na nas. Czekał dość długo, więc postanowił wyjechać nam na spotkanie. Krótkie przywitanie w biegu i jest już nas 23.

Bardzo ładna trasa, drogi utwardzone szutrowe i te lasy, które dodają życia, świeże powietrze i kompletna cisza. Czasem tylko słychać jak żurawie w ułożonym kluczu odlatują od nas.  Wrócą jednak w przyszłym roku na wiosnę…

Przed nami j. Dobre. Ogłaszam krótki odpoczynek, wraz z posiłkiem, bo przed nami droga daleka… pojedliśmy, popiliśmy, pożartowaliśmy i zrobiliśmy kilka fotek.

Jedziemy dalej, szkoda czasu, zjazdy, podjazdy trochę piachów i w pewnym momencie ogłoszono awarię roweru w grupie jadącej za nami. Zadzwoniłem do Tomka i okazuje się, że jeden z kolegów zerwał łańcuch, a gdy naprawili niewiele ujechali i zerwał się po raz drugi. Czekaliśmy dość długo… o to już nie dobrze, ponieważ te przerwy się wydłużają a dzień jest krótki, o 18:00 już robi się ciemno.

Umówiłem się z Tomkiem, że my nieco wolniej będziemy jechać, a on z grupką chyba 5 osobową będzie nas gonić. Tomek zgodził się i tak też zrobiliśmy.

IMG_6871Ruszamy… mała 5 osobowa grupka została za nami. Starałem się hamować niektórych bikerów, po to aby Tomek nas doszedł i w końcu doszedł. Jechaliśmy już w komplecie. Ta radość nie trwała zbyt długo, bo nastąpiła następna awaria, ale już bardziej poważna. Otóż Adam w pewnym momencie złapał gumę. Na pewno ktoś pomyśli, że to nic takiego strasznego. Przedtem jednak był zjazd z górki po kamieniach i widocznie w tym czasie pękła i odgięła się obręcz a to spowodowało przetarcie opony co w konsekwencji doprowadziło do przebicia dętki. Obręcz miał dość mocno zeszlifowaną od hamulców.

W końcu jakoś udało się załatać tę awarię, bo na pewno musi być wymieniona obręcz na nową. Na pół napompowanej oponie Adam postanowił się wycofać z dalszej jazdy z nami i „przesiadł sie” na szosę w kierunku Wejherowa. Pozostało nas 22, ale to nie był koniec awarii. Fatalny dzień!!! Jeszcze nigdy czegoś takiego nie było. Chyba lepiej powinny być przeglądane rowery przed wyjazdem. My nie jeździmy szosami tylko po ciężkim terenie dlatego też uczulam na lepsze przygotowanie rowerów, w przeciwnym bowiem wypadku nasze rajdy nie będą realizowane w całości. Przed Jastrzębią Górą Markowi również zerwał się łańcuch, ale tu był problem większy, ponieważ Marek przyjechał na rajd bez haka, czyli jechał bez przerzutki po dość trudnym terenie. Była bardzo zabawna sytuacja, gdy pod każdą górkę musiał biec obok roweru. Wjechać nie mógł, bo miał ustawione na twarde przełożenia, czyli z przodu blat a z tyłu najmniejsza zębatka.

Czasami próbował podjeżdżać i stąd to w końcu to zerwanie łańcucha.

Postanowił skrócić łańcuch tak aby łańcuch szedł na środkowej przedniej zębatce a z tyłu bez zmian, czyli najmniejsza. Te wszystkie awarie poważnie zabrały nam czas i dochodziła już 15:30.

Nie mieliśmy szans przejechać całej trasy, a więc krótka narada z kolegami. Zaproponowałem opcję awaryjną „nr 2”, którą założyłem jeszcze będąc w domu, gdyby nam zabrakło czasu to skracamy i wracamy z Jastrzębiej Góry przez Mechowo, Darżlubie do Wejherowa.

Wszyscy zaakceptowali tę moją propozycję. Marek w końcu zakończył łączenie łańcucha i ruszyliśmy do Jastrzębiej Góry . Jednocześnie zaproponował mi, że skoro skróciliśmy trasę to zaliczmy przynajmniej klif, przy którym zrobimy parę fotek. Bez namysłu odpowiedziałem mu, że koniecznie tam jedziemy i dojechaliśmy. Widoki oszałamiające. To jest nagroda dla nas za nasze pokonane trudy. Natychmiast wszyscy powyciągali aparaty, a migawki zaczęły strzelać jak na jakiejś konferencji prasowej. Na klifie było dość zimno i wiał mocny wiatr, niektórzy ubierali na siebie co mieli.

Jest godzina 16:00 a do Wejherowa chyba ok. 40 km, czyli wrócimy już w kompletnych ciemnościach. Nie przeszkadza nam to, ważne, że wszyscy byli szczęśliwi z takiego rajdu a widać to było po uśmiechniętych twarzach.

Wracamy do miasta do jakiegoś sklepu, aby uzupełnić zapasy. Zapowiedziałem, że przez 40 km nie będzie żadnego sklepu, bo jedziemy polnymi drogami i lasami. A więc w drogę, wjeżdżamy na ścieżkę rowerową przez las w kierunku Mechowa a po drodze spotykaliśmy grzybiarzy, którzy jeszcze próbowali coś znaleźć.

Tempo było umiarkowane wprawdzie tworzyła się czołowa grupka, która to prowadziła, peleton był dość mocno rozciągnięty, ale co jakiś czas zatrzymywaliśmy się, aby dołączyła reszta uczestników.

Dojechaliśmy do Mechowa. „Satan” zapowiedział, że on i jeszcze parę innych chętnych chcieli zobaczyć Groty Mechowskie i będzie nas gonić. OK.

Przekazałem mu nasz azymut i pojechaliśmy w kierunku Darżlubie a tam na asfaltówkę zupełnie pustą od blachosmrodów. Na skrzyżowaniu poczekaliśmy na resztę grupy, która w dość szybkim tempie dołączyła do nas.

Ruszyliśmy już było zupełnie ciemno a więc wszystkie lampki się pozapalały. Niesamowita droga pełna zakrętów i dość szeroka.

Zupełna cisza, kompletna ciemność tylko było widać jak peleton był rozciągnięty po migających czerwonych lampkach i przednich halogenach. Dobiegały tylko odgłosy szczelających żołędzi pod naszymi kołami. W Darżlubiu zresetowałem jedną z dwóch pamięci mego licznika, aby zmierzyć tę trasę leśną… .W Wejherowie odczytałem ją i wynosiła 19 km. Szosa w kompletnych ciemnościach coś niesamowitego!!! Dojechaliśmy do dworca w Wejherowie, bilety i za parę minut byliśmy już w pociągu.

Kasia szukała chętnego, aby wysiąść w Sopocie i dojechać jeszcze na Zaspę na kołach (widocznie dla niej była za krótka trasa)…..spojrzała na mnie…… no dobra to jadę z Tobą a jeszcze do nas dołączył „Flash” więc pożegnaliśmy wszystkich w Kamiennym Potoku i wysiedliśmy. Tomek prowadził, tempo było ok. 25 km/h jak stwierdziła Kasia. A zimno było, więc mocniej nacisnęliśmy na pedały.

Piękna jazda brzegiem morza, wiatr mieliśmy w plecy. Na Zaspie pożegnaliśmy Tomka i ja poprowadziłem w kierunku „Lotni” i tam pożegnałem się z Kasią. To była godz. 20:00, czyli 12 godzin na kołach, bylibyśmy dużo wcześniej, gdyby nie te awarie.

Muszę stwierdzić, od 3 lat jak prowadzę rajdy nie miałem tylu awarii. Pokrzyżowały nam one kompletnie nasz plan, ale na pewno tam wrócimy w przyszłym roku jak dnie będą długie.

Moje refleksje:

Trochę było podjazdów, trochę piachów, trochę korzeni, czyli całkiem sympatyczna droga….taką lubię a asfaltów prawie wcale nie było i to jest to!!!

ELENA! Brakowało nam Ciebie…..nie miałem kogo pilnować, aby mnie nie wyprzedzano 🙂 wracaj na trasę!!!

Na przyszłość nie powinny mieć miejsca takie sytuacje, aby jechać bez przerzutki po zróżnicowanym terenie. Łańcuch może każdemu się urwać, taką usterkę usuwa się dość szybko, ale nie rozumie dlaczego nie używa się zapinek do łańcucha?

Na zakończenie jak zwykle wszystkim serdecznie dziękuję za przemiłe towarzystwo, no i tu muszę również podziękować naszym dziewczynom, które jak zwykle były wspaniałe i dobrze przygotowane kondycyjnie.

I jeszcze jedno nie było w tej ekipie „zamulaczy” wszyscy jechali razem, tym razem naprawdę wszyscy dobrali się idealnie jeżeli chodzi o kondycję.

Tekst: Mieczysław Butkiewicz

Foto: Tomek&Mieczysław&Sławek

asfalt=niewiele

dystans=100

kondycja=normalna

profil=niski

trud=niski

m=Wejherowo

m=Jastrzębia Góra

m=Mechowo

m=Darżlubie

szlak=zielony

obszar=kaszuby

atrakcja=jezioro

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , , | Leave a comment

Otwarcie sezonu 2006

Nadszedł dzień otwarcia sezonu 2006 Po długiej zimie nareszcie możemy wyjechać na tak upragnioną trasę. Rajd był planowany jeszcze w marcu, gdy jeszcze mieliśmy prawdziwą zimę.

Zakładałem, że w kwietniu teren leśny może być podmokły i w związku z tym postanowiłem zorganizować pierwszy rajd wiosenny na szosie. U wielu ludzi ta decyzja podlegała dyskusji… dlaczego po szosie? W końcu przekonałem ich, że las może być nieprzejezdny ze względu na bajora i grząski teren.

Spotkanie było wyznaczone w Redzie na godz. 10:00 grupa B i o godz. 11:00 grupa A. Krótko mówiąc grupa A miała za zadanie dogonić grupę B.  Długość trasy wynosiła ok. 100 km, a więc mieli do nadrobienia 20 km. Jest to rzeczywiście dość trudne zadanie. Pogoda nie zapowiadała się najlepiej. Miało być dość chłodno i przewidywane były przelotne opady. Temperatura w granicach 7-10 stopni. Na wyznaczone miejsce spotkania przybyła dość znaczna grupa chętnych. Kodeks drogowy mówi, że nie może być więcej jak 15 kolarzy w grupie. W związku z tym dzielimy rajd na dwie podgrupy po 15 osób każda. Drugą podgrupę powierzyłem naszej koleżance z GER’u Asi, która miała za zadanie utrzymanie przerwy ok. 100 m między podgrupami. Trochę byłem zaskoczony tym, że zgłosili swój udział w grupie B chętni, którzy powinni jechać w grupie A. Widocznie nasza grupa bardziej im odpowiada. Ciekawe tylko kto nas będzie gonił? chyba sam Flash i prawdę mówiąc nie wiele się pomyliłem, ale o tym w dalszej części relacji.

Karawana 15 osobowa ruszyła, a za nią druga taka sama. Trasy tu nie będę opisywał, zresztą załączam mapkę. Jest dość zimno a nad głowami zbierają się czarne chmury… dobrze, że ubrałem długie spodnie, bluzę i czapkę z Windstopper’u. Pierwsze kilometry były dość wesołe… za plecami ciągle słyszałem śmiechy. Atmosfera jest dobra. Pierwsze kilkanaście kilometrów za nami i zaczęło się to, czego najbardziej się obawiałem… deszcz. Humory trochę nam się popsuły. Wiadomo jak nie ma słoneczka to źle się jedzie, a po za tym te górki i wiatr dały nam się we znaki. Nie robimy żadnych odpoczynków dopiero w Krokowej będzie dłuższy postój. W międzyczasie dzwonił do mnie Flash, ale zanim ja wyciągnąłem telefon to zdążył się rozłączyć. Postanowiłem zadzwonić do niego, ale nie odpowiadał… widocznie nie miał czasu i pędził do nas co sił w nogach.

Jest nareszcie Krokowa, a więc dłuższy odpoczynek. Tak po cicho myślałem „może tu nas Tomek dopadnie?” Gdy tak spożywaliśmy śniadanie zaświeciło nam słoneczko. Może trochę podsuszą się nasze ubrania. Po jakichś 10 minutach nagle usłyszałem jakieś okrzyki…. no tak jednak Flash nas dopadł w Krokowej. Przyprowadził ze sobą jeszcze dwie osoby. Jak się okazało oni mieli na licznikach średnią 27 km/godz… to z jaką szybkością jechali? chyba 35 km/godz! To rewelacja na tak krótkim odcinku trasy nadrobić jedną godzinę. Naprawdę Wam gratuluję. Z Tomkiem przyjechał jeszcze Michał a trzeciego kolegi nie znam imienia, ale Tomek napiszę swoją relację i tam wszystko się wyjaśni. Nastąpiło spotkanie dwóch grup. Wszyscy cieszyliśmy się, że zadanie zostało wykonane. Andrzej zgłosił mi, że Aga, Tomek_Pruszcz, Paweł oraz on sam wracają do Wejherowa czerwonym szlakiem… mają dość szosy. W zasadzie rajd się zakończył więc każdy może wracać według własnego uznania. Andrzej relacjonował później, że w lesie mieli piękną pogodę, a przede wszystkim nie wiało i było słonecznie… no cóż nie każdy ma takie szczęście.

Reszta grupy wracała szosą. Pogoda z każdą minutą pogarszała się, zaczął wiać bardzo silny boczny wiatr, który spychał nas na środek jezdni. Nagle przy tych porywach wiatru ledwo usłyszałem sygnał dzwonka… to Tomek pytał gdzie jesteśmy, a my już byliśmy 10 km przed Wejherowem. On dopiero był z grupą kolegów przy zbiorniku. Nie było sensu czekać na nich, bo było dość zimno, więc poprosiłem go, aby prowadził grupkę do Wejherowa i tak się stało.

Natomiast przed Wejherowem znowu zaczął padać deszcz. Przed dworcem PKP nastąpił podział naszej pozostałej grupy na dwie kolejne. Jedna, którą prowadził Adam,  wracała do Gdańska rowerem, a druga pociągiem. Ja się zdecydowałem jednak na pociąg ze względu na złą pogodę.

Do domu dojechałem o godz. 18:00

Tekst: Mieczysław Butkiewicz

Zdjęcia: Sławek&Mieczysław

Relacja grupy A

Początkowo miałem jechać do Redy rowerem, jednak dobrze, że Intel (Marcin) mnie przekonał do skorzystania z SKM, a to z kilku powodów. We Wrzeszczu pojawiłem się o 9:50, jednak nikogo się nie doczekałem, także w umówionym wagonie byłem jedyny z rowerem. W Sopocie wsiadł Plucho (Michał), więc już wiedziałem, że nie jadę sam. W Gdyni nikt się nie dosiadł, a na dodatek kolejka z niewidomych przyczyn stała co najmniej 10 minut dłużej niż powinna… no to grupa Bnam już nieźle uciekła…

W Redzie jak się okazało, czekał na nas już od dawna Wojtek – szybko do nas dołączył i ruszyliśmy w pościgu.

Jechaliśmy bardzo dokładnie po wytyczonej wcześniej trasie. Nie obyło się bez przygód. W Połchowie spadł mi łańcuch, za Mrzezinem Wojtkowi urwała się torebka podsiodłowa na mocno dziurawej polnej drodze… a trasa miała być tylko szosowa… ale to nawet lepiej, choć troszkę odpoczęliśmy od asfaltu.

W Okolicach Osłonina zaczął padać deszcz, więc zrezygnowaliśmy z robienia fotek w Rzucewie, tylko pojechaliśmy prosto na Puck, gdzie zrobiliśmy pierwszy dłuższy nieprzymuszony postój, aby zadzwonić i skontrolować pozycję grupy B (niestety się nie dodzwoniłem) coś zjeść i zrobić fotkę zabłoconej twarzy Michała… i znowu ruszyliśmy z kopyta, aby średnia za dużo poniżej 30 nie spadła… Za Gnieżdżewkiem nastąpiło opróżnienie naturalnych zbiorników balastowych i dalej już bez zatrzymywania się, czasem szybciej, czasem wolniej, przed siebie… zgodnie z obranym planem, pomijając Jastrzębią Górę, ech, a tak miałem ochotę tamtędy pojechać…

Za Sulicami usłyszeliśmy rechot żaby… a to mój telefon, jak się okazało dzwonił Mietek pytając gdzie jesteśmy… trochę się zdziwił, że już prawie w Krokowej. W obawie aby nam nie uciekli docisnęliśmy do 45km/h i… się przywitaliśmy… i dalej już jechaliśmy razem, chociaż jak wiadomo, cześć pojechała lasem prze Mechowo, a pozostała grupa znowu została podzielona, jednak już nie na A i B….

Spokojnie walcząc z wiatrem, peletonem dojechaliśmy do Wierzchucina przez Żarnowiec, gdzie po dłuższym postoju, zastanowieniu i głosowaniu została podjęta decyzja o pewnej modyfikacji trasy. Na skrzyżowaniu poczekałem z Obcym na Tacoo i resztę, ale długo, naprawdę długo nie nadjeżdżali, bo pewnie pojechali inną trasą… więc postanowiliśmy we dwójkę rozpocząć pościg… i tu zaczyna się dramat, bo przed samym Prusewem rozrywa się Obcemu łańcuch i tracimy kolejne minut na jego naprawie – na szczęście miałem skuwacz.

Zabieg naprawy nie wyszedł tak, jak się tego spodziewałem, a przecież jeszcze wczoraj skracałem swój łańcuch i wszystko było cacy. Nie mniej Obcy mógł jechać pomimo dyskomfortu, jaki wywoływał ten łańcuch. Dokładniejszej naprawy chcieliśmy dokonać w przy zbiorniku wodnym, ale… ale nagle, tuż za Brzynem, nienajlepiej spięty łańcuch się rozerwał w ten sposób, że wygięło tylnią przerzutkę. Zrobiło się groźnie, ale przerzutkę jako tako udało się rękoma naprostować, a łańcuch spięliśmy bardzo dokładnie, co niestety zajęło trochę czasu. Telefonicznie upewniłem, czy grupa czeka na nas w umówionym miejscu, jednak gdy już tam dojechaliśmy, to nikogo nie było… no cóż, nadciągały naprawę ciemne chmury, więc dalej musieliśmy jechać sami.

Na długim podjeździe za Opalinem dopadł nas deszcz, który postanowiliśmy przeczekać w przydrożnym drewnianym daszku, a gdy deszcz na chwile zelżał ruszyliśmy dalej, no ale znowu zaczęło padać, a do tego poczuliśmy głód. Gdyby nie postoje to może byśmy grupę dogonili, ale w Rybnie daliśmy sobie z tym spokój i zatrzymaliśmy się w Tawernie. Ceny nie były zbyt zachęcające, jednak ostatecznie fajnie było zjeść cos ciepłego… chociaż z mikrofali – po partyjce bilarda ruszyliśmy dalej zatrzymując się w niemal każdym sklepie, bo Obcemu się zachciało drożdżówki… no niestety w niedzielę świeżych takich smakołyków nie mają nigdzie.

W kilka kilometrów przed Wejherowem spotkaliśmy grupę Bombelków, która tego dnia wracała z Łeby, chwilę im potowarzyszyliśmy, pogadaliśmy i ruszyliśmy dalej, rowerami, bo na SKM szkoda było nam pieniędzy. W Kazimierzu się rozdzieliliśmy, każdy w strone swego domu… i będziemy żyć długo i szczęśliwie. 😉

tekst: Flas

Na zakończenie chciałem podziękować wszystkim biorącym udział w tej masowej imprezie. Może nie była to łatwa trasa, ale za to będą miłe wspomnienia….i dlatego warto jeździć 🙂 Na przyszłość już nie będzie rajdów szosowych….. wchodzimy do lasów, gdzie będzie bardziej przyjemnie chociaż z tego względu, że zamienimy warkot blachosmrodów na śpiew ptaków.:)

Organizator

asfalt=sporo

dystans=100

kondycja=niska

profil=niski

trud=niski

m=Reda

m=Żarnowiec

m=Wejherowo

obszar=Kaszuby

atrakcja=jezioro

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , | Leave a comment
« Older
Newer »