Bike Tour II Edycja "Matemblewo"


KLIKNIJ TU aby oglądać film w jakości HD

Dziś 2 lipca odbywały się zawody XC pt. Bike Tour, to już II Edycja tych zawodów które dostały miano mistrzostw woj. Pomorskiego. Dzień przed zawodami cały dzień padał deszcz, aura była niezbyt sprzyjająca kolarzom, co później okazało się że nie było tak strasznie. Gdy przyjechałem na miejsce spotkałem znajomych z KSR Kościerzyna i razem postanowiliśmy zrobić objazd trasy, tylko jedno kółko na rozgrzewkę. Trasa tak jak się zapowiadało była bardzo interwałowa ale także nie brakowało ostrych  zjazdów na których można było docisnąć ostro gazu, lecz trzeba było mieć się na uwadze i robić to z głową żeby nie zrobić sobie krzywdy. Na zawodach XC pierwszy raz startowałem w kat. „Masters” to był mój debiut w tej kategorii,  ale nie oznaczało to że będzie łatwiej, bo dobrych zawodników nie brakowało, obsada była bardzo silna. Zdawałem sobie sprawę że bez treningów nie osiągnę dobrego wyniku, choroba i brak treningów zrobiły swoje, praktycznie to był start  bez żadnego przygotowania.

Start zaplanowany został na godz. 13:00 lecz wystartowaliśmy z małym opóźnieniem.

Start, rura i gaz, ile tylko fabryka dała, ostro do przodu, gdyż po przejechaniu kilku metrów czekała na nas z niecierpliwością pierwszy interwałowy dość wąski  podjazd, na tyle wąski że gdyby ktoś stanął to nie było miejsca na wyprzedzenie, kilka osób w ten sposób znalazło się w rowie, trzeba było wycisnąć z korby ile tylko się da ponieważ za podjazdem  był odpoczynek w postaci ostrego zjazdu, ale trzeba było i tu mieć się na baczności ponieważ było dość ślisko i potrafiło w nieprzewidziany sposób zarzucić oponą. Tuż przy mecie był dość  ostry podjazd, tzw. ściana płaczu, końcowe nachylenie wg. wskazań czujnika GPS wynosiła nawet 26% nachylenia, lecz to nie stanowiło problemu, problem był w postaci grząskiej mokrej powierzchni pokrytej z jednej strony gliną a z drogiej liśćmi.

Pierwszy raz gdy chciałem podjechać przyblokowali mnie to musiałem zejść, drugi raz gdy zaatakowałem podjazd udało mi się podjechać z maksymalnym wysunięciem ciała do przodu, lecz za trzecim razem zawaliłem końcówkę, zrobiłem głupi błąd i zarzuciło mną na lewą stronę gdzie były liście i glina, bez możliwości korekty w tym przypadku. Ten błąd kosztował mnie utratę pozycji, zdołałem jeszcze usiąść na kole ale gdy zbliżaliśmy się do mety wyprzedziłem przeciwnika na tyle bezskutecznie że zostałem dogoniony na finiszu bez szans odparcia ataku, przegrałem o długość pół koła, wybrałem złą taktykę, chciałem za szybko zakończyć. Ten wyścig potraktowałem jako dobry trening.

W końcowej klasyfikacji zostałem sklasyfikowany na 10 pozycji, nie jest tak źle biorąc pod uwagę 2 tyg. pauzę w treningach.

tekst: Piotr1981

film: scoot

zdjęcia:  Mieczysław Butkiewicz

Posted in Maratony | Tagged | Leave a comment

Bike Tour Gdańsk I Matemblewo 2009

008Jak co roku MOSiR Gdańsk organizuje cykl wyścigów MTB Bike Tour Gdańsk. 4 kwietnia w Matemblewie odbyła się pierwsza edycja. Pogoda dopisała licznie zgromadzonym zawodnikom, w tym naszym członkom i znajomym: Olo, Zbyszkowi (Zibek), Wza, Zbyszkowi,Tomkowi i mnie.

Nie wiem czy to przez pogodę, czy lepszą promocję imprezy, frekwencja była bardzo wysoka. Kolejka do zapisów na tyle długa, że zawodnicy najmłodszych kategorii, startujące jako pierwsze, były zapisywane bez kolejki. Reszcie czas leniwie płynął na rozmowach. W międzyczasie najmłodsi uczestnicy ustawili się na starcie. Do pokonania mieli trzy pętle wokół sanktuarium (3x1km). Walka była zacięta, a o trzecim miejscu decydował rzut koła na taśmę. W starszych kategoriach rzecz mało spotykana.009

Tu relacja się urywa, bo po zapisach wróciłem do domu się relaksować i wróciłem dopiero na swój start.

Gdy ponownie się pojawiłem, trwał jeszcze wyścig juniorów i mastersów, w którym uczestniczyli Zbyszek i Wza (wcześniej po drodze spotkałem Ola wracającego samochodem).

W końcu z lekkim opóźnieniem na starcie zgromadzili się zawodnicy kategorii Elita. Tu niestety trzeba wspomnieć o niedociągnięciach organizatora – głośnik i komentator skutecznie zagłuszali sprawdzanie listy startowej. Dodatkowy poślizg, był spowodowany losowaniem nagród.010

W końcu około 50 zawodników ruszyło na trasę. Najpierw po płaskim (płyty i asfalt), potem wjazd na szutry i lekko pod górę – kurzyło się jakby stado bawołów przeszło 😉 Klubowicze ostro parli i po chwili już znikli za zakrętem. Gdy dojeżdżałem do pierwszego podjazdu, to już się tworzył korek na wąskiej drodze (po bokach koleiny od traktora). Była też pierwsza awaria, komuś się łańcuch zaklinował, a opinie o sprzęcie było słychać aż na górze 😉 Dalej trasa trochę falowała i szybki zjazd z wyboistą końcówką. Kawałek płaskiego i pod górę, gdzie jeszcze się nieco przytykało i trzeba było znowu podprowadzać rower. Gdy się już człowiek wdrapał, to znowu zjazd, w połowie ostre hamowanie, bo kilka uskoków, na dole spore „hopy”. Na dole skręt w lewo i po płaskim wzdłuż Strzyży. Błotko z pod kół pomagało się ochłodzić. Niestety dość sielanki i trzeba było się wdrapać na kolejną górkę, to był najbardziej stromy odcinek. Trochę nierówności i zjazd, mały podjazd, zjazd i łagodnie pod górę na kolejną pętlę, których było siedem.

Niestety na drugiej pętli na trzecim podjeździe zaczęły mnie łapać skurcze i zamiast atakować, to traciłem pozycje. Tak zostało do końca wyścigu, raz słabiej, raz mocniej nogi bolały niemiłosiernie i nie chciały się momentami zginać. Od tej pory traciłem tylko pozycje. Na ostatniej pętli miałem lekką nadzieję na zyskanie 2 pozycji. Zawodnik przystawał na ostatnim podjeździe, a drugi szedł powoli. Niestety ja też musiałem sobie zrobić przerwę. Na szczęście udało mi się dogonić jednego i przed ostatnimi zjazdami wyprzedziłem go. Na mecie miałem stratę dwóch okrążeń. Nie wiem, jaką pozycję zdobyłem, ale na punkty raczej nie ma, co liczyć.

Mam informacje o miejscach:

Wza 23

Olo 8

Zbyszek (Zibek) 10

Tomek 11

Jak wiecie, jakie miejsca zajęliście, to dajcie znać i się poprawi listę.

Pierwsze zawody za nami, trzeba odpocząć i szykować na kolejną edycję, która już 20 czerwca w okolicach Doliny Samborowo.

tekst: „Bono”

zdjęcia: „Zibek”

asfalt=niewiele

dystans=50

kondycja=wysoka

profil=wysoki

trud=max

m=Gdańsk, Matemblewo

typ=rowerowy

Posted in Maratony | Tagged , , , | 1 Comment

…..ten pierwszy raz…………………

qazipierwszy raz po 3 tygodniach choroby wsiadłem na rower. Dołączył się wza. Było całkiem fajnie 🙂

Wpierw skierowaliśmy sie do BUGI gdzie Wojtuś chciał nabyć kilka dupereli. Ja pod sklepem zająłem się usuwaniem usterki w postaci piszczącej tarczy. Niestety ani Wojtkowi zakupy ani mi likwidacja ustarki – się niepowiodły.

Następnie postanowiłem zajechać na ul. Łostowicką do małego warsztatu aby pożyczyli mi płaski kluczyk w celu rozepchnięcia klocków (cała operacja zajeła by mi 5 sekund) niestety starszy pan (chyba właściciel stwierdził; narzędzi nie pożyczamy bo z tego żyjemy!!!

I powiedział że muszę rower na conajmniej jeden dzień zostawić. Pozdrawiamy pana z Łostowickiej i jego małą budkę rowerową. Z takim nastawieniem „powodzenia w dalszym biznesie życzę”!  Co ciekawe jego modszy kolega zajmujący się tam na codzień mechaniką rowerową jest bardzo kompetentny kontaktowy i życzliwy. Niestety akurat go nie było.

Z piskiem na tarczy dojechaliśmy do myjki na Morenie. Niestety 100 blachosmrodów przed nami więc odpuszczamy. Ostatnia nadzieja MK-Bike na morenie. Tu nawet też nie dali mi klucza – BO ZROBILI TO SAMI !!! w 5 sekund było po sprawie. Bez łaski i za darmo.  Za co serdecznie dziękuję!!!

Po chwili rozmowy ruszyliśmy na poligon. Pierwszy zjazd po schodach bezpośrednio ze sklepu o mało co nie przepłaciłem fikołkiem na banię. Moment styku przedniego koła z chodnikiem na ułamek sekundy zatrzymał mi koło. Uuuuuuuuuuuuf…………. poszło dalej. Ale gacie jakieś cieplejsze. Potem wza  opowiadał że miał identyczne odczucia. Wniosek taki że nawet mały zjazd ale pod nieodpowiednim kontem może być o wiele trudniejszy od długiego i znacznie bardziej stromego.

Nie muszę chyba opowiadać jak takie chwilowe przeżycie wpływa na dalszą jazdę 🙂 . Tak było i tym razem ale nie mieliśmy czasu się postrachać bo 150m dalej pędziliśmy już długim stromym zjazdem z dużą ilością mokrych kożeni i głębokich dołków. Na szczęście bez problemowo udało się nam obu zjechać. Natychmiast po, ruszyliśmy pod górę mniej stromą ale dużo bardziej błotnistą i mokrą – jak się okazało. Pokonaliśmy ją w dwóch etapach. Zarówno mój nowy RR jak i Wojtka Conti Exploler pokryły się grubą warstwą błota z gliną. O dziwo po 20metrach jazdy po betonie obie gumy były szyste. Wywalając do góry na 10m kawałki gliny z pomiędzy swoich klocków. (fajny widok). Śmiało można gołębie strącać.

Po kilku następnych zjazdach i podjazdach pojechaliśmy do Matemblewa. Gdzie wg wza miał się właśnie odbywać jakiś wyścig XC.

……jak by to powiedzieć. H……..j mnie strzelił jak się okazało że to prawda! Pod naszym nosem a ja nic nie wiedziałem! Zdążyliśmy na sam koniec (kilka fotek). Nie mogłem się pogodzić że nic nie wiedziałem. Wojtek też potem żałował! Oboje stwierdziliśmy że zarówno MOSIR – organizator imprezy jak i moderatorzy www.trojmiasto.pl powinni iść na szkolenie o reklamie!  Ja nic nie wypatrzyłem! Szkoda gadać, pomimo iż słabym po chorobie pojechał bym z najwiekszą przyjemnością.  A tak staliśmy za metą jak chłopcy co podają piłkę na boisku gdy wypadnie za aut.

Przez moment wydawało nam sie że widzimy  INTELA. Ale nie chcieliśmy dalej czekać i marznąć, a ja dodatkowo ryczeć i pojechaliśmy nie czekając na wszystkich.

Na koniec śmigneliśmy przez Wrzeszcz do Gdańska głównego. Potem wzdłuż motławy w stronę ul Elbląskiej. Po drodze z dużą prędkością pokonaliśmy podjazd ze schodów. Wza poczuł jak dobił oponę do obręczy. Koło jednak całe i ani sladu „węża” 🙂 .

……………………no i koniec

tekst: Qazimodo

Posted in Relacje | Tagged , | Leave a comment

Wycieczka zamiast otwarcia sezonu

P3020010Trasa przejazdu

Profil trasy

Pogoda jak było widać praktycznie cały czas była ładna, w lesie praktycznie nie było czuć żadnego wiatru.
Błota jak na te opady co były to praktycznie też nie było. Zdarzały się oczywiście miejsca, gdzie było, ale naprawdę mało. Deszczyk złapał nas dopiero na samym końcu, gdy już się rozdzieliliśmy na deptaku.P3020014

Myślałem, że wrócę cały w błocie, ale jednak nie tym razem Wszystkie trasy, którymi jechaliśmy były przejezdne, chyba EMMA większość wysuszyła.
Mieliśmy trochę awarii, ale nic poważnego tj. jedna guma i problemy z przerzutką jednego z kolegów.
Przed Matemblewem zgubił się o ile dobrze pamiętam Wojtek (widać na śladzie GPS jak jeździliśmy tam i spowrotem), ale się odnalazł w końcu P3020039

odległość
całkowita 58,95 km
podjazd 21,49 km
po płaskim 22,72 km
zjazd 14,75 km
max od startu 17,88 km
max do końca 14,71 km
wysokość
suma podjazdów 1867,14 m <<< tu coś nie tak chyba
wysokość startu 21,34 m
wysokość końca 10,36 m
różnica wysokości -10,97 m
maksymalna 192,02 m
minimalna 0 m
maksymalna różnica 192,02 m
nachylenie
maksymalne w górę 81,38 %
maksymalne w dół 52,91 %
średnie w górę 8,69 %
średnie w dół 7,77 %
prędkość
maksymalna 41,69 km/h
średnia wyjazdu 9,58 km/h
średnia jazdy 16,85 km/h
śr. tempo wyjazdu 6,26 min/km
śr. tempo jazdy 3,56 min/km
średnia podjazdu 8,22 km/h
średnia na płaskim 11,82 km/h
średnia zjazdu 9,13 km/h

tekst: „Arti”

Posted in Relacje | Tagged , | Leave a comment

Winter mini Race

winter1Pogoda w sobotę nie zachęcała do wyjścia z domu, a tym bardziej na rower. Wiał bardzo silny wiatr, padał deszcz, było zimno i w ogóle beznadziejnie. Podczas wyjazdu z garażu o mało nie zostałem zaatakowany przez latającą choinkę (taką dużą, wywaloną przez kogoś na śmietnik). Turlała się obierając sobie za cel przejeżdżające samochody.

Znalazła się jednak grupka ochotników która rzuciła wyzwanie szalejącemu żywiołowi 🙂 Nie bez dumy napiszę, że byłem wśród tych szaleńców, którzy na przekór wszystkim (a zwłaszcza serii telefonów od Mietka) umówili się następnego dnia na rower.

O 9 przed dworcem spotkali się: Qazi, wza oraz Scoot. Był także Łukasz, który parę minut po 9 miał pociąg. Szczęśliwiec jedzie na 2 tygodnie w góry! Pozdrawiamy 🙂

Niedzielna pogoda była znacznie łagodniejsza od tej opisanej wyżej, sobotniej. Najwyraźniej ktoś na górze przestraszył się trójki śmiałków planujących masakryczny przejazd czerwonym szlakiem, po pas w błocie, w zamieci śnieżnej, bez jedzenia, wody, ubrań… (ops, zapędziłem się trochę 🙂 )  Śmiałkowie również się przestraszyli i rano z obawą wyglądali przez okna obliczając prędkość wiatru. Uzgodniliśmy jednak, że warto jechać. I pojechaliśmy.winter

Rozpoczęliśmy od wjazdu do TPK „przy krzyżu”, a dalej rozgrzewającym podjazdem zgodnie z zielonym szlakiem. Tam Qazi zaczął symulować awarię napędu (pamiętacie? kiedyś symulował nawet złamany hak o czym miałem przyjemność pisać). Skierowaliśmy się na ulubiony zjazd szlakiem niebieskim. Było trochę ślisko i nie obyło się bez glebowania. WZA jako pierwszy rozpoczął krótką (na szczęście) serię gleb. Warunki w lesie FANSTASTYCZNE. Na przekór wszystkim nie było żadnego śniegu czy większego błota. Naprawę jechało się bardzo przyjemnie co potwierdza zasadę pewnego znanego fizyka: „ryzyk fizyk, kto nie ryzykuje nie jedzie”.

Nasza droga wiodła obok nowego Pachołka (całkowicie odnowiony, polecam!), a następnie Zieloną Drogą czyli krętymi serpentynami w dół. Później dopadł nas podjazd, ale nieco wcześniej Qazi glebował 🙂 Poza tym chłopak był chyba bardzo zmęczony bo regularnie próbował nas nabierać na jakieś problemy z rowerem i zostawał z tyłu. Podobno łańcuch co chwilę spadał blokując się między ramą a zębatką co nie wyglądało zbyt dobrze. Po wyczerpującym podjeździe podjęliśmy decyzję o odwrocie. Szybko zjechaliśmy na dół wyjeżdzając obok AWF’u i miastem udaliśmy się w stronę domów. Mnie czekała jeszcze krótka przejażdżka płytami z Matemblewa do góry, a później kawałek lasem. Tam zastał mnie śnieg co widać na zdjęciu tytułowym.

Na liczniku miałem 40 km… byłem zmoczony, ale przejażdżkę uważam za niezwykle udaną. Apeluję do wszystkich: nie bójcie się pogody! Nasze rowery oraz organizmy są przygotowane nawet na ciężkie warunki 🙂

scoot

Posted in Relacje | Tagged , | Leave a comment

Otwarcie sezonu rowerowego 2007

Nareszcie udało nam się otworzyć sezon rowerowy, bo już czasami myślałem, że przez ciągłe opady deszczu i niską temperaturę zrobimy to dopiero w maju. Ale do rzeczy, w niedzielę z łoża dość szybko wstałem i pierwsze spojrzenie padło na okno, czy przypadkiem nie pada – uff jest nawet fajne słoneczko. Szykuję makaronik czyli węglowodany  i nie zapominam o kiełbasce, którą upiekę na ognisku.

Godz 9:40 dojeżdżam do dworca we Wrzeszczu, a tam już niektórzy czekają. Reszta zaczęła się zjeżdżać w sumie naliczyłem chyba 33 osoby. Ruszamy. Za mną niezła kawalkada… gapie myśleli, że to wyścig pokoju Smile Dojechaliśmy do Matemblewa, gdzie już czekali na nas Aga i Wojtek.

Wjechaliśmy na niebieski szlak bardzo poryty przez traktory. Robiono wycinkę lasu. Tempo wyraźnie spadło no bo trudno było przejechać te koleiny jakimś przyzwoitym tempem. Nareszcie przebrnęliśmy wyjeżdżając z lasu, a tam czekał nas następny amator pieczonych kiełbasek Andrzej. Dojechaliśmy do Auchan i skręciliśmy w prawo kierując się do ul. Otomińskiej, gdzie już prosto do lasu, czyli do Otomina. Zanim dojechaliśmy do Otomina mieliśmy dwie awarie, czyli dwóch kolegów złapało „kichę”.

Krótka przerwa i ruszamy dalej niebieskim szlakiem przez Sulmin do Żukowa. Następna przerwa gdyż nastąpiło zderzenie. Ucierpiała na tym nasza bardzo sympatyczna koleżanka Gosia. Podjechałem do niej widząc zdarty naskórek kolana wyjąłem w pośpiechu swoją apteczkę niestety wody utlenionej nie miałem, ale maść Tribiotic dobrze zdezynfekowała ranę. Niestety nie zachodziła potrzeba reanimacji metodą „usta usta” chociaż byli na to chętni – już nie będę wymieniał ksywek.:)

Ruszyliśmy w dalszą drogę przed sobą mając Żukowo, a w międzyczasie otrzymałem kilka telefonów od osób informując mnie, iż oni jadą indywidualnie. Wjeżdżając do miasta zmuszono mnie do krótkiego postoju, a to z powodu zakupu prowiantu. W tym czasie dostałem telefon od Adama Piotrowskiego, który rzucił zapytanie gdzie jesteśmy, bo naturalnie dopiero wygrzebał się z wyrka (Adam, życie jest krótkie). Gdy usłyszał, że jesteśmy w Żukowie powiedział „spoko, już jedziemy”, a wiem, że miał przyjechać z „delegacją węgierską”. Była to dziewczyna, którą poznał będąc na Węgrzech, ale spryciarz co? Smile

Dalej ruszamy do Rutek. To rzut kamieniem, parę kilometrów szosą i nareszcie skręcamy w prawo, już czuje zapach pieczonej kiełbaski. Gdy przejechaliśmy przez tory, któś krzyknął, że jedzie pociąg… spojrzeliśmy, a to oczywiście Flash jak widmo zasuwa po torach (fot), skąd on tam się nagle pojawił?

Tuż przed mostem ok 1 km Sławkowi tylna przerzutka zastrajkowała, widocznie jej nie smarował, a kto nie smaruje ten prowadzi rower, albo jedzie bez przerzutki jak w tym wypadku. Przerzutka poszła na zasłużoną emeryturę do plecaka i dalej jazda na jednym biegu aż do Gdańska. Sławek ja jadąc za Tobą nie widziałem nóg, bo „nawalałeś” nimi jak wiatrak Smile

Gdy dojechaliśmy do celu tam już czekało kilka osób, w każdym bądź razie w sumie nas było 45 osób. Frekwencja podobna jak na moich urodzinach! Nie ma co się dziwić pogoda była piękna, a i dystans pozwolił również przyjechać tym mniej zaprawionym w bojach polno-leśnych. Mój syn Andrzej po bardzo długiej przerwie postanowił reanimować swoje nogi, które nie widziały roweru od pół roku, ale co Jaś się nauczył to Jan będzie umiał…….coś w tym jest prawdy.

Jest most jest miejsce na ognisko, więc do dzieła. Wszyscy rzucili się do ogniska z kiełbaskami nadzianymi na kije… tłok jak w sklepie mięsnym. Nareszcie udało mi się zebrać ekipę, która za 3 tygodnie wyjeżdża w Bory Tucholskie i uzgodnić szczegóły wyjazdu.

Druga sprawa to musieliśmy zebrać kasę za koszulki kolarskie, którą zbierał nasz skarbnik – Asia „Jesion” . Odbieram je w tym tygodniu.

Posiedzieliśmy chyba 1,5 godziny i powoli zaczęliśmy się szykować do powrotu. Wielu pojechało na kołach do Gdyni, więc ich  pożegnaliśmy. W sumie to dość dużo osób pojechało swoją drogą, każdy wybierał krótszą drogę do domu. Zostało nas ok 15 osób, ale co chwilę ktoś się odłączał.

Refleksje:

Myślę, że godnie i w dużym gronie otworzyliśmy ten nasz sezon 2007 r., wiem o tym, że jak zaczniemy jeździć na dłuższe trasy to takiej frekwencji już nie będzie, zresztą to jest zrozumiałe. Było parę upadków, parę gum, jedna przerzutka, ale w sumie jak na taką ilość ludzi nie było tak źle. Na zakończenie pragnę wszystkim uczestnikom podziękować za tak liczny udział w rajdzie a przede wszystkim naszym dzielnym dziewczynom, a zwłaszcza naszej nowej koleżance Marcie, która spisała się na medal dojeżdżając jednak do celu, pomimo utraty sił.

Na liczniku miałem 65 km.

Przy okazji chciałem poinformować wszystkich zatwardziałych bikerów, iż planujemy a raczej planowany jest przez Flash’a rajd tylko dla odważnych w dniu 15 kwietnia. Tomek obiecał zorganizować jakąś super traskę dla zaawansowanych. Szczegóły podamy później.

Tekst i zdjęcia: Mieczysław Butkiewicz

sfalt=niewiele

dystans=100

kondycja=normalna

profil=normalna

trud=niski

m=Matemblewo

m=Otomin

szlak=niebieski

obszar=Kaszuby

atrakcja=panorama

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , | Leave a comment

Z Gdańska do Tczewa przez Skarszewy

skarszewy_logo

WSTĘP, CZYLI CO AUTOR CHCIAŁ PRZEZ TO POWIEDZIEĆ
Wycieczka do Skarszew już od pewnego czasu chodziła mi po głowie. Pierwotny pomysł trasy nie nadawał się do realizacji w zimie – planowałam z Adamem wycieczkę Szlakiem Skarszewskim, w butach z gore-texem i rowerem na plecach. Jednak Paff przy pomocy argumentów wizualnych przekonał mnie, że ten pomysł, jest, jakby to powiedzieć, po prostu głupi ;).

No i znalazłam się w kropce. Przy moich zdolnościach nawigacyjnych wolę mieć jakieś oparcie w znaczkach na drzewach. Tu z pomocą przyszedł mi Wojtek Płochocki, który posiłkując się swoją znajomością terenu zdobytą podczas wrześniowej wycieczki z Januszem vel Stefanem, nie tylko zaplanował trasę do Skarszew, ale jeszcze był naszym przewodnikiem na pierwszym etapie rajdu. Ja traktowałam go jako współorganizatora, ale cóż, mój podpis widniał pod ogłoszeniem, na moją głowę sypały się gromy ;).

SOBOTNI PORANEK

Zbiórka została wyznaczona na godzinę 9.00 w Matemblewie. Jednak okazało się, że nie każdy chciał jechać tam sam. Obcy zażądał towarzystwa :D. Czekamy więc z Wojtkiem na dworcu we Wrzeszczu. Obcy jednak jakoś nie wyłania się z tłumu podróżnych. O godzinie 9.43 dowiadujemy się, że jednak nie mamy na niego czekać (oj, Katarzyna musi uważniej czytać SMSy).Wypluwając więc płuca, pędzimy do Matemblewa, wpadając tam z minutowym opóźnieniem. Ech, wstyd.

Na miejscu czekają już na nas Iwona, Satan, Łukasz i kolejny Wojtek, ten na rowerze z błotnikiem własnej produkcji. Po chwili zjawia się Flash, parę minut później Adam, a w końcu, o 9.15, zza zakrętu wyłania się Santa i Obcy. Jak zdradziła dzień później Saba, kiedy my już byliśmy na nogach, on toczył jeszcze heroiczną walkę w celu odklejenia się od łóżka 😀

W DROGĘ

Wszyscy są, więc ruszamy. Lubujący się w taplaniu w błocie wybierają Dolinę Strzyży (pomysł Adama), szanujący swoje rowery Drogę Matarniańską. Spotykamy się przy krzyżu, idealna synchronizacja. Grupa “czystych” zabiera po drodze Agę i Janusza vel Stefana.

Podczas dalszej wędrówki lokalizujemy Pawła z Kolbud i w Otominie jest już nas 12. Do Skarszew trasa wiedzie na przemian drogami gruntowymi i szosami. I ja, i Wojtek, staramy się unikać postojów kulinarnych – ja z rana zjadłam kawał mięcha, Wojtek pewnie też sobie nie żałował, ale większość grupy pragnie jednak wykorzystać swój prowiant. Urządzamy więc sobie piknik pod sklepem 3 km przed Postołowem. Iwona, o której legendarnych zapasach słyszałam, zanim ją poznałam, częstuje nas herbatą (Iwona, żeby była jasność sytuacji – usłyszałam o Tobie, kiedy na jednym krótkim postoju, po zjedzeniu dwóch batoników, zabrałam się za kanapkę 😀 ).

Teraz już do Skarszew blisko. Ale w Postołowie czeka nas wielka atrakcja, i to wcale nie pole golfowe, które bikerowi jest tak potrzebne jak wielki, słomiany miś obywatelowi PRL :D. O nie, to kolejna nieukończona budowla pomysłodawcy Łapalic. Kicz, ale z rozmachem. Na teren odgrodzony od reszty świata ścianą świerków wchodzimy bramą stylizowaną na rzymski łuk triumfalny. Zabudowania nie robią takiego wrażenia jak zamek na Kaszubach. Za to pagórki, fosa i jezioro o pięknej barwie tworzą pół-bajkowy klimat. Oczywiście, w części uczestników odzywa się natychmiast żyłka naukowa. Podejmują badania obejmujące wspinaczkę po ścianie najeżonej gwoździami i testowanie na rowerze stanu drewnianego dachu. Wszystko co dobre, musi się jednak skończyć. Ruszamy i koło 13.00 lądujemy w Skarszewach. Tu okazuje się, że głodni jak wilki bikerzy są żądni wspomnianej przeze mnie żartem pizzy niczym wampiry krwi. W końcu więc lądujemy w podziemnej knajpie, gdzie pochłaniamy duże ilości ciepłego jadła i napitków. Rajd jest zagrożony – na dworze w końcu prawie Syberia :D. Jednak dajemy radę. Po drodze zahaczamy o sklep, gdzie znajdujemy w zamrażarce lody o nazwie… (o tym nie będę chyba jednak pisać, bo na tą stronę mogą zaglądać osoby poniżej 18 roku życia 😀 ).

DO TCZEWA

Szlak Jezior Kociewskich wita nas rozkopaną drogą i brukiem. Przy pełnych żołądkach masakra. Ale cóż. Wysłuchuję reklamacji i jednocześnie sama staram się trzymać fason, mimo że cierpię, jak reszta :D. Trasa na moment się poprawia, ale gdzieś po 2–3 km nadziewamy się na potworne krzaki. Satan przeklina mnie myśląc o zagrożonej czerni swojej ramy. Przyznaję, sama nie jestem zachwycona. Jadąc latem, wyminęłam ten odcinek szosą. Teraz też rzuciłam taką propozycję, ale nie spotkała sie ona ze zrozumieniem :D.

Dalsza droga bez większych wypadków. Przy leśniczówce Boroszewo wskakujemy na Szlak Kociewski. Jest już ciemno, wiec staram się mimo sprawdzać, czy wszyscy na pewno jadą. Jednak przy leśniczówce Swarożyn, tradycji staje się zadość. Okazuje się, że zgubiliśmy Flasha. Niemożliwe, myślę. Przed ostrym skrętem przed przejazdem w Swarożynie, wszyscy zostali policzeni. A dalej już cały czas prosto. Jednak, jak już kiedyś mieliśmy okazję się przekonać “cały czas prosto” to określenie bardzo nieprecyzyjne:D. Co dla mnie, prawie pod domem, oczywiste, dla przyjezdnego w obcym, ciemnym lesie, problematyczne. Na szczęście Flash-wyścigowiec dopędza nas po konsultacjach telefonicznych i kierujemy się na teren po lądowaniu UFO, czyli fragment budowanej akurat w okolicach Goszyna autostrady. Tu sesja fotograficzna i dalej w las, i przez pola nad jeziorkami w okolicach Lubiszewa.

W Tczewie lądujemy ok 17.40. Większość wskakuje do pociągu 18.09, gdzie,jak zdradziła mi dzień później Aga, ludzie poczuli się jak w domu :D. Wyszło około 80km. Dokładniej nie jestem w stanie powiedzieć, bo magnes od licznika miałam na pewnym odcinku źle ustawiony. Mogę tylko podejrzewać, na jakim :/

EPILOG

Niektórym mało było jazdy. Adam, Flash, Wojtek (rower z pomysłowym błotnikiem) i Łukasz postanowili wracać do Gdańska na kołach. Pozazdrościłam im, i choć mieszkam od dworca W Tczewie jakieś 2 minuty rowerem, zaczęłam zastanawiać się nad dalszą jazdą. Adam rzucił kostką do gry, wypadło parzyste, więc skoczyliśmy do mnie po suche buty i w drogę. Na odcinku pierwszych siedmiu km panowie Flash, Adam i Wojtek narzucili “lajtowe” tempo 28-31km/h (Flash twierdzi, że przesadzam,ale czy wierzycie człowiekowi, który twierdzi, ze Szlak Trójmiejski jest płaski? :D). Ostatecznie wszyscy dojechaliśmy, choć u większości występowały fluktuacje mocy.

No cóż, mi było miło. Mam nadzieję, że innym też. I uwaga końcowa. Szanowni państwo, patrzcie gdzie kładziecie na postojach swoje plecaki. Bo inaczej, jak mnie, czeka was przymusowe pranie na trasie :D.

Relacja: Kasia Jamroż

Fotki Agi: http://agniecha6.fotosik.pl/albumy/94070.html

Fotki Adama: http://www.pg.gda.pl/~kursot/adam/rowery/2006/skarszewy2.12/index.html


asfalt=niewiele

dystans=100

kondycja=normalna

profil=niski

trud=niski

m=Gdańsk

m=Matemblewo

m=Otomino

m=Łapalice

m= Skarszewy

m=Goszyno

m= Lubiszewo

m=Tczew

szlak=zielony

szlak=czerwony

szlak=żółty

atrakcja=rzeka

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , , , , , , | Leave a comment

Zakończenie sezonu 2005 Zredaguj

IMG_54059 października nastąpiło zakończenie sezonu letniego 2005r. Trasa była bardzo krótka, bo wynosiła ok. 45 km, ale czasami wymagała trochę umiejętności i wysiłku.

Nie spodziewałem się, że dojdzie do aż dwóch poważnych wywrotek Pierwsza nastąpiła przy zjeździe do Matemblewa Jeden z kolegów nie wyrobił zakrętu 90 st. i przy dużej szybkości…. efekt wiadomy. Duża powierzchnia rany została natychmiast zabezpieczona przed zakażeniem. Na tym odcinku trasy szybkość dochodziła do 50 km/godz.IMG_5417

Druga gleba skończyła się odesłaniem jednego z kolegów do pogotowia, założono mu 8 szwów, natomiast trzeciemu na czole urodził się guz wielkości jabłka i został odwieziony samochodem do domu. Przed tym zjazdem ostrzegałem, aby ci, co nie mają kasków zjechali boczną bardziej bezpieczną drogą i niektórzy skorzystała z mojej propozycji.

Dużo było korzeni także należało zwracać szczególną uwagę, aby koło nie uciekło w bok. Obejrzałem się do tyłu, następny za mną jechał dość daleko ze względu na niebezpieczeństwo kolizji. Zbliża się ów zjazd. Przesunąłem cały ciężar ciała za siodełko, aby obciążyć tylne koło i nie wykonać OTB. Klamkami operowałem bardzo delikatnie tak, aby nie zablokować kół.IMG_5418

Po zjechaniu na dół wydawało mi się, że kogoś brakuje… czekaliśmy dość długo… dwóch osób brakowało, więc Andrzej jako ratownik ruszył w ich kierunku spełnić swój obowiązek. Dość długo czekaliśmy,  chyba ok. pół godziny. Jak się okazało ta dwójka miała wypadek. Andrzej sprowadził ich już na piechotę na dół… widok nie był ciekawy. Tomkowi zaproponowałem, aby udał się do pogotowia…. i tak jego rajd w tym momencie się zakończył.

Po dłuższej przerwie ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Owczarni. Przejechaliśmy Spacerową i skierowaliśmy się w kierunku Borodzieja a właściwie gdzieś 100 m za Borodziejem gdzie rozpaliliśmy ognisko. Było bardzo gwarno i wesoło. Po ok. 2 godzinach i skonsumowaniu kiełbasek oraz ziemniaków ruszyliśmy już niestety do domów przepiękną drogą nadleśniczych. Wylądowaliśmy w Oliwie i tu część ludzi rozjechała się w różne strony świata.

Trasa była bardzo krótka, więc postanowiłem tak ją zaplanować, aby nie była zbyt nudna, czyli ostre zjazdy i podjazdy. Ci, co mają doskonale opanowaną technikę jazdy po trudnym terenie przejechali ją bez większych problemów. Ta trójka, która została poszkodowana nie posiadała kasków, gdyby Tomek miał kask to nie doszłoby do zszywania, ale on kask zostawił w domu. Dotyczy to również „kompresora”.

Miło nam było przywitać przedstawiciela SBT Tacoo, który zaszczycił nas swoją osobą, jak również Agę ze Świrem. Aga Twój rower to bomba!!! Pozostało mi podziękować wszystkim za tak miłe spędzenie czasu wraz z Wami.

Z drugiej strony to spotkanie pozostanie długo w mej pamięci jako dramatyczne, oby takich wypadków więcej nie było.

Organizator: Mieczysław Butkiewicz

asfalt=niewiele

dystans=50

kondycja=normalna

profil=wysoki

trud=niski

m=Matemblewo

m=Borodziej

m=Wrzeszcz

szlak=niebieski

obszar=TPK

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , | Leave a comment