Szlakiem żółtym do Gdyni

 

IMG_6760

Żółty Szlak czyli droga przez mękę.

W piękny niedzielny poranek zjawiło się 6 rowerzystów których celem było pokonanie żółtego szlaku . Szlak ten rozpoczyna się na ulicy 3 Maja przy budynku oznaczonym nr 16 .tłocząc po parkowo leśnych alejach aby w końcu zagłębić się w Parku Krajobrazowym. Muszę zaznaczyć iż przejechaliśmy cały szlak bez jakichkolwiek skrótów i w całości. Zapewne mógłby ktoś stwierdzić co to za sztuka pokonać 46km ale zapewniam to nie była przejażdżka to była walka . Wiele ostrych podjazdów i zjazdów najeżonymi śliskimi korzeniami i pierwszym śniegiem skutecznie utrudniały nam nasz przejazd. Było wiele miejsc które musieliśmy pokonać z tak zwanego buta gdyż nie dało się ich przejechać. Ponadto nieuprzątnięte drzewa i gałęzie jak i rozjeżdżone drogi powodowały że często jechaliśmy bezdrożami, po prostu jak oczy poniosły.IMG_6764

Te 46km pokonaliśmy w 5godz z przerwami aby wyrównać oddech . Oczywiście nie obyło się przed upadkami i innymi kontuzjami , ale w końcu dotarliśmy do Gdyni.Skąd na kołach wróciliśmy do Gdańska. Dziś gdy piszę te parę słów myślę z satysfakcją o żółtym ale wiem jedno nie prędkoIMG_6750.jpg.php

zdecyduję się przejechać go ponownie.

Pozdrawiam

tekst: „Zibek

Posted in Relacje | Tagged , , | Leave a comment

Trojmiasto w obchodach niepodległości

Ranny poranek nie zachęcał do eskapady na rowerze. Mgła i siąpiący deszczyk nie prognozował nic dobrego na dalszą część dnia.

Zanim dojechałem do Gdańska na umówione miejsce przy Locie- uroczystości Święta Niepodległości niespodziewanie rozpocząłem we Wrzeszczu o godz. 9.40 przy pomniku Józefa Piłsudskiego i Ignacego Paderewskiego. Przyglądając się tłumowi i samym uroczystościom, o mało nie zapomniałbym o kolegach, którzy czekają w Gdańsku. Jeszcze tylko jedno spojrzenie na kawalerzystów z 18 Pułku Ułanów Pomorskich i ruszam dalej.

niepodlegloscPrzy Locie jest tylko Zbyszek i Wiesiek, nie ma Mietka i innych………. Szkoda!!!

Kupiłem flagę narodową z godłem Polski i po przytwierdzeniu jej do roweru ruszyliśmy do centrum Gdańska. Tłum narastał tu z każdą chwilą. Przy pomniku Jana 3 Sobieskiego odbyły się główne demonstracje….. pokojowe.

Z Gdańska w dość szybkim tempie ruszyliśmy do Gdyni, aby zdążyć na czas przemarszu defilady.

Tu było głośno kolorowo, tłoczno i wesoło. Parada Niepodległości przemaszerowała wzdłuż ul. 10 Lutego w kierunku Skweru Kościuszki.

Na czele defilady, która rozpoczęła się na Placu Konstytucji znajdował się Marszałek Józef Piłsudzki w pięknym zabytkowym mercedesie. Pięknie reprezentowała się Orkiestra Marynarki Wojennej RP jak i wiele różnych kolorowych grup. Zjechaliśmy przez przystań jachtową do Gdyńskiego Bulwaru, gdzie odbywał się już kolejny raz Bieg Niepodległości. Tutaj też tłok i mnóstwo uczestników biegu jak i uczestników. Fajna imprezka.

Klifami od strony górnej przejechaliśmy w kierunku mola Orłowskiego i dalej do Sopotu……. Gdańsk

Wycieczka była udana, przejechałem ładnych kilka km. Około 65

Kolejne dni Niepodległości już za rok w 2010 !!!

dystans=50

kondycja=normalna

profil=niski

trud=niski

m=Gdańsk

m=Gdynia

obszar= TPK

atrakcja=morze

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , | Leave a comment

Ku czci Święta Niepodległości

MINOLTA DIGITAL CAMERARelacja z rajdu przez lasy Gdyni na Święto Niepodległości.

Jest piękny słoneczny poranek godz. 8 rano. Minęło już kilka dni jak czekam na jakąś zapowiedź rajdu lub chociaż by krótkiej wycieczki.

Ślub mojego syna już minął, nie mam kaca ale za to wielką ochotę pojeździć więc dzwonie z samego rana do Zbyszka. Szkoda, że to On leczy rany i ratuje stosunki w domu, ale może….

Zaproponował by zdzwonić się z Wieśkiem bo on coś planuje wraz z Mietkiem.0287

I tak właśnie są już w Sopocie Kamiennym Potoku: Zbyszek, Mietek, Wiesiek i Darek. Szkoda że nasza piątka musiała się tu rozdzielić. Mietek i Darek pojechali ścieżką rowerową do Gdyni. No cóż choroba i słabość zmusiła ich do tak desperackiej decyzji.

Pozostała trójka pojechała do Gdyni ku Świętu Niepodległości…. ale przez lasy.

I tak ostro czerwonym do Krykulca to jest ok. 8 km mocno pod górę. Jeszcze tylko trochę potu i byliśmy na najwyższym wzniesieniu Witomina. Było ciężko… to brak treningu i wyczerpująca jazda bezdrożami do Kartuz z poprzedniego tyg. I aktualna choroba dała o sobie znać. Na tym poziomie wysoczyzny już idzie jak po płaskim wzdłuż rury ciepłowniczej aż do kładki nad Terasę Kwiatkowskiego. Czyste przejrzyste powietrze, ładna słoneczna pogoda dała nam możliwość obejrzenia dużej części portu bazy kontenerowej , jak i Zatoki Gdańskiej.

Teraz zjeżdżamy ostro w dół przez Leszczynki do Morskiej. Szybko przemieściliśmy się do centrum – Plac Konstytucji. Tu rozpoczynała się defilada ku czci Niepodległości Polskie, która przeszła ulicą 10-tego Lutego, Skwer Kościuszki by zakończyć się przy pomniku Marynarza Polskiego. Tu formowała się kolumna żołnierzy Józefa Piłsudzkiego0289

Gdańscy ułani na koniach

Piechota okresu miedzy-wojennego

Stare samochody i motocykle

Marynarka wojenna

Bractwo Kurkowe

i całe szpalery młodzieży szkolnej i instytucji poza rządowych.

Było wzniośle i paradnie. Jak zwykle chwyciło mnie za serce.

Jeden telefon i cała 5-tka już razem wraca do Sopotu wzdłuż Jacht Clubu promenadą (bulwarem) wzdłuż klifu ale nie granią ale po piasku i kamieniach. Po wodzie nie dało się jechać no i szkoda było napędu… Samą końcówkę klifu między Gdynią a Sopotem przejechaliśmy wąskimi krętymi ścieżkami na wysokości Kolibek. Jesteśmy w końcu w Kolibie by napoić spragnione organizmy, rumaki…

Zaraz, zaraz!! Zapomniał bym że jeszcze na klifie próbowaliśmy mojej nalewki ślubnej, chyba im smakowało bo ciekło im aż po brodach. Mówili, że dobre ale mało i trzeba by było na następny raz cały gąsiorek utoczyć. HAHAHA0304

W kolibie mała lektura… kolorowa, przy gorącej herbacie z cytryną. Fajne się rozmawiało ale czas goni Bikerów aby wyczyścić swoje rowery. Przejechaliśmy ok. 60 km coś mi to było za mało i tęskno mi do przeczytania więcej lektury .

Link do galerii zdjęć: http://picasaweb.google.pl/dtokmina/RajdONiepodlegO#

Druga relacja

Jest ładny poranek nie ma żadnego rajdu, więc zamierzałem pojechać na uroczystości do Gdańska, ale Wiesiek pokrzyżował moje plany, bo zorganizował jakiś inny wyjazd na obchody do Gdyni.

Oczywiście przystałem na jego propozycję. Było nas troje: Wiesiek, Zbyszek i ja. W Sopocie dobił do nas Darek „rowerix”, no to jest nas czworo. Nie wystawialiśmy żadnej informacji na naszej stronie, bo wyjazd ten w ogóle nie był planowany.

Dojechaliśmy na umówione miejsce t.j. Sopot Kamienny Potok a tam już czekał na nas Olo i poinformował nas, że jedziemy do Gdyni przez lasy, trochę ta informacja mnie zaskoczyła i jednocześnie zmartwiła tym bardziej, że jeszcze nie mogę jeździć po górkach, wobec tego jadę sam do Gdyni i tam się spotkamy. Jednak nie byłem sam, bo do mnie dołączył Darek.

Ruszyliśmy na ścieżką a oni do lasu. Była godzina 10:00, czyli mogliśmy spokojnie jechać, ponieważ defilada miała sie rozpocząć o godz 12:00

Dojechaliśmy bulwarem do Gdyni, a tu tłok jak na jarmarku dominikańskim, bowiem miał się odbyć bieg dla młodzieży. Jakoś dotarliśmy do nabrzeża jachtowego, parę fotek i tak krążyliśmy, aby przeczekać do wojskowej defilady.

Zbliżało się południe a więc pora na defiladę…..rozpoczęła się. Jacyś ułani na ładnych rumakach, następnie piechota z początku 20 wieku, marynarka wojenna itd. Nie wiele z tego widziałem, bo z rowerem nie mogłem się dopchać. Jedynie Darek zostawił mi swój rower i udał się robić jakieś fotki a w dodatku mu akumulator się wyczerpał, ale dałem mu swój aparat a ja zostałem mianowany na ochroniarza rowerów:)

Gdy wrócił postanowiliśmy wracać bulwarem w kierunku klifu. Dojechaliśmy do Polanki Redłowskiej, gdzie „dopadli” nas nasi koledzy, więc wracamy klifem w pięcioosobowym składzie.

Częściowo jechaliśmy a częściowo pchaliśmy nasze rumaki po plaży, zwłaszcza po kamieniach, które leżały w bardzo dużych ilościach.

Uff, nareszcie Orłowo! I tu klifem gnaliśmy po kapitalnych dróżkach przykrych liśćmi.

Nareszcie jakiś dłuższy postój w Kolibie na herbatce z cytryną. Darek pożegnał nas, no cóż wzywają obowiązki rodzinne.

Zaparkowaliśmy w środku rowery. Któryś z naszych kolegów dojrzał mimo ciemności fajną bikerkę idącą w kierunku toalety, nagle mu się wzrok poprawił:) a gdy wyszła podeszła do mnie witając nas wszystkich, no tak, że ja ją nie zauważyłem, była to nasza koleżanka Agnieszka z Wojtkiem. Przysiedli się na krótko do nas na pogawędkę.. Wspominaliśmy stare czasy między innymi o Iwonie, która zmieniła stan panieński a o której Agnieszka nic nie wiedziała.

Fajnie się rozmawiało, ale czas na powrót do domu, Olo pożegnał nas, bo mieszka w Sopocie, a my pognaliśmy do Gdańska.

Olo straszył nas, że w niedzielę chce zrobić zarąbisty ciężki rajd a gdzie to na razie jego i nasza tajemnica.

Aha jeszcze jedno, pogoda super a przejechaliśmy ok 50km

Tekst: Mieczysław Butkiewicz „sot:

sfalt=niewiele
kondycja=normalna

profil=niski

trud=niski
m=Gdynia
atrakcja=morze

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , | Leave a comment

MTB Gdynia Maraton

mosir_logoZaczeło się dość niewinnie .
Na forum GERu Bono zaproponował trening przed głównym maratonem MTB Skandia który odbędzie się w Gdańsku 05.10.2008. Tym treningiem miał być MTB Gdynia .
Więc wczesnym rankiem ruszyłem do Witomina. Po rejestracji/M5/ i opłacie zgłoszeniowej ruszłem wypatrywać znajome twarze i po chwili  dojrzałem Batika co mnie niezmiernie ucieszyło. O godz.10.20 ustawiono  peleton ,wybierając na czoło bikerów którzy wygrywali inne maratony a było ich ok.20-tu.
Pozostali uczestnicy ustawili się zgodnie z zasadą pewnego „warszawiaka”  im bliżej startu tym lepiej.  Więc ja byłem mniej więcej w środku. Ruszliśmy,czolo peletonu wyrwało do przodu a reszta za nimi, ale tam  niespodzianka, ostre wzniesienie które ustawiło pozostałych bikerów /mnie też/.W połowie w/w wzniesienia mignął mi Batik i tyle go widziałem.
Jechałem w końcówce peletonu – ale nie ostatni. Jeżeli chodzi o trasę to powiem krótko”mordercza”, wjazd i zjazd,mało  płaszczyzn na których można wypocząć. Podłoże mokre , miejscami błoto a  najgorsze gdy klei się opona do podłoża, nawet z góry nie można nabrać  prędkości.
Ogónie trasa przebiegała po szlaku czerwonym, czarnym i chyba żółtym. Uważam że wyznaczona trasa była trudniejsza niż w MTB Skandia w Chodzieży  gdzie GER’owcy brali udział.
Tam średnia wyszła ok 18km/h a w Gdyni ok 13km/h /podaję szacunkowo gdyż  licznik mi się popsuł/ a dodam że dałem z siebie wszystko.
Na mecie spotkałem Batika który spokojnie posilał się grochówka regeneracyjną a wylądał jakby dopiero co przyjechał na maraton/ot, młodość/
Reasumując było miło i przyjemnie.

Pozdrowienia.

Zbigniew Szymczycha „Zibek”

asfalt=niewiele

dystans=50

kondycja=wysoka

profil=wysoki

trud=max

m=Gdynia

typ=rowerowy

Posted in Maratony | Tagged , | Leave a comment

Bożepole – Wejherowo – Gdańsk

IMG_1722Rajd z założenia miał być męczący, więc na starcie zgodnie z przewidywaniami pojawili się entuzjaści maratonów. Była Aga, Robin, Qazi, wza oraz scoot. W SKM którą mieliśmy udać się do Bożegopola Wielkiego spotkaliśmy Kasię, która miała na dzisiejszy dzień nieco inne, chociaż równie ambitne plany co my (ciekawe ile km w końcu zrobili bo wstępne założenia oscylowały wokół cyfry 2 na początku liczby…. 🙂 )IMG_1733

Siedzieliśmy wesoło w ostatnim przedziale SKM, nawet kanarom udzielił się nasz humor, gdyż stwierdzili że od czasu gdy przewóz rowerów jest za darmo to ludzie jeżdżą na wycieczki rowerowe pociągami. Na to Qazi wypalił, że przez to nie mają  chyba na kim zarabiać 😉 Było wesoło. Chwilę później zauważyliśmy na przystanku kolorowo ubranego gościa z rowerem i do naszego przedziału wszedł Mudia! Jednak on również nie chciał z nami jechać 🙁 Stwierdził, że „na wasze ściganie to ja nie jadę i wolę robić zdjęcia”. W końcu dogadał się z Kasią i wspólnie (wraz z czekającym chyba gdzieś dalej Flashem) pojechali w stronę Stilo. Może jakaś relacja będzie? 🙂

Wysiedliśmy w Bożympolu kierując się z miejsca na szlak. Robin oczywiście narzucił tempo, chociaż przed startem został przekupiony dwoma bananami aby tego nie robił! Oczywiście przez całą drogę żalił nam się, jaką to on ma słabą kondycję, bo 3 tygodnie nie jeździł na rowerze. Start – i Robin znika 🙂 Publicznie wyraziłem swą niechęć do takiej postawy, bo nie dość, że facet przyjeżdża nieprzygotowany kondycyjnie na rajd, to znika na samym początku 🙂
Po kilku kilometrach udało nam się utrzymywać w zasięgu wzroku plecy Robina i tak też pokonaliśmy jakiś-tam dystans (kto by to liczył gdy pot zalewa oczy). Musiało upłynąć chyba około kilku kilometrów gdy rozgrzany organizm zaczął „wchodzić w tempo”,  „noga zaczęła podawać” i od tego momentu życie stało się piękniejsze. Zacząłem dostrzegać uroki szlaku, którym się poruszaliśmy. Naprawdę było na co popatrzeć! Jechaliśmy często w cieniu co przy całkowicie bezchmurnym niebie było wybawieniem. Nie jechaliśmy jednak lasem, o nie. Dookoła nas co chwilę wypełzały niesamowite widoki na bezkresne pola i soczystą zieleń. Droga była szeroka, w miarę twarda co umożliwiało utrzymywanie dobrej prędkości. Zaczęły pojawiać się podjazdy, niezbyt ostre, ale długie i treningowo-poprawne 🙂 Po podjeździe – zjazd! Cóż to za radość pędzić „ile fabryka dała” krętymi szutrowymi drogami, pośród przytłaczającej wręcz przestrzeni pól, lasów, krzaków i wszystkiego czego człowiek po zimie jest spragniony.IMG_1745

Grupa była kondycyjnie dopasowana, miejmy nadzieję, że Robin nie męczył się zbyt bardzo będąc ciągle na przodzie. Nie robiliśmy przystanków, nie czekaliśmy na nikogo. Jesli ktoś został czy to z powodu piachu, czy robienia zdjęcia, to doganiał nas błyskawicznie. Jechało się genialnie.

Szlak nie jest zbyt dobrze oznakowany i to chyba jedyny jego mankament. W ogóle to nastąpiło nieporozumienie bo mieliśmy z Bożegopola jechać do Wejherowa, a dojechaliśmy aż pod Lębork 🙂 Poruszaliśmy się cały czas szlakiem oznaczonym dla rowerzystów (a nie pieszym). Ale kto by na to zważał? Mieliśmy przed sobą cały dzień więc cieszyliśmy się każdym kilometrem.

Po drodze było sporo przystanków na robienie zdjęć. Zwłaszcza, że okoliczności dopisywały. Pierwsze fajne miejsce to mały wiadukt pod którym przejechaliśmy. Cyknęliśmy fotkę całej ekipy, a Qazi aby dodać chyba dramatyzmu wspiął się nawet na górę 🙂 Jakiś czas później natrafiliśmy na solidny, duży, kamienny most. Wyrósł nam nagle z lasu… naprawdę jest nieźle zamaskowany. Pod mostem kilku wspinaczy oddawało się swojej pasji. Zobaczcie zdjęcia, zwłaszcza kobiety-pająka. Robi wrażenie! Dowiedzieliśmy się od niej, że most został wybudowany prawie 100 lat temu! Na pewno jeszcze tam wrócimy.IMG_1755

Nasz następny przystanek to Wejherowo. Okazało się, że będzie na nas czekać Świr. Nie chcieliśmy aby siedział tam sam, bo smutno mu zapewne było, więc uderzylismy szosą z Lęborka do Wejherowa. 30 km męczarni… ale właściwie nie było tak tragicznie. Zrobiliśmy tramwaj i nawet były jakieś zmiany. W pewnym momencie wyprzedził nas skuter więc prowadzący Robin krzyknął „on nas pociągnie” i nacisnął w pedały. Nie podzielałem jego entuzjazmu, reszta grupy chyba też nie, więc kontynuowaliśmy jazdę swoim tempem. Później Robin opowiadał, że jak zaczął gościa wyprzedzać to ten zapytał „ile ma jechać” – „trzymaj jakoś do 45 km/h” – usłyszał. Faaajnieeee 🙂

Dojechaliśmy do Wejherowa gdzie nudził się Świr. Zrobiliśmy dłuższy przystanek na rynku skąd udaliśmy się według świrowego GPS’a lasami do Gdyni. Droga była mieszanką czerwonego i czarnego szlaku… dostałem nieźle w kość i przed Gdynią zaliczyłem kryzys. Na szczęście chwilowy. Na Karwinach Świr zarządził aby zaliczyć pewien podjazd (zdjęcia) co też należało uczynić. W tym miejscu pożegnaliśmy się. Świru z Agą wrócili do domu, Robin pojechał żółtym szlakiem, a Qazi, wza i ja ruszyliśmy w dół Sopockiej kierując się na deptak. Dość szybko (po płaskim) dojechaliśmy do Wrzeszcza gdzie odbiłem w stronę Słowackiego mobilizując psychikę do pokonania ostatnich 10 km pod górę. Było już po 20, słońce zachodziło… Na liczniku powinienem mieć ok. 130-140 km, ale nie wiem bo wyłączył mi się gdzieś w połowie trasy. Rajd uważam za fantastyczny! Pogoda, towarzystwo i szlak – wszystko było genialne. Koniecznie musimy tam wrócić.

Autor: scoot

asfalt=niewiele

dystans=100

kondycja=niska

profil=niski

trud=niski

m=Lębork

m=Wejherowo

m=Gdynia

szlak=czerwony

szlak=czarny

obszar=kaszuby

atrakcja=panorama

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , , | Leave a comment

Północne rubieże 2

2Pogoda w długi weekend nie była w tym roku zbyt łaskawa. Jeśli dodamy do tego problemy innej natury, to wynikiem takiego działania jest posypanie się planów wyjazdowych. Nie ma co rozpaczać i trzeba odpalić jakiś rajd „na pych”, bo czas nieubłaganie mija. Taka oto była geneza sobotniego rajdu do Żarnowca.

Start ustalono ze stacji Gdynia Stocznia na sobotę o 9:40. Prognozy jeszcze poprzedniego dnia zapowiadały całkiem ładny dzień, więc sobotni poranek był twardym zderzeniem prognoz z rzeczywistością. Jednolicie szare niebo nie zapowiadało słońca, ale raczej opady deszczu. Jak się później okazało, nie deszcz był naszym największym wrogiem ale wiatr. Z początku wcale tego nie odczułem. Wszak moja dojazdówka na miejsce startu wiodła lasami, ale już niedługo miało się okazać, że 2 koszulki rowerowe i nieprzewiewna bluza to za mało jak na taki poranek.3

Wystartowaliśmy w sześć osób: Kasia, Grzesiek, Mietek, Saba z Obcym, no i skromna osoba organizatora Smile. Już od początku miałem kłopoty z nawigacją. Tereny Obłuża nie są moją specjalnością, ale z pomocą Obcego dotarliśmy do Pierwoszyna, skąd droga do Pucka była mi dobrze znana. Pierwotny plan zakładał zahaczenie o Rewę, ale Obcy stwierdził, że na przewidywanej trasie „jest teraz bagno”, więc trasa uległa modyfikacjom. Nie pierwszy zresztą raz tego dnia. Jeszcze przed Kosakowem odłączył się od nas Mietek, który z powodu bóli musiał wracać do domu. Przez całą drogę do Rzucewa musieliśmy walczyć z wiatrem i przeszywającym chłodem, więc przed pałacykiem pożegnaliśmy Sabę i Obcego, którzy także postanowili odłączyć się od rajdu. Dodatkowo zaczęło trochę padać i tak oto nasza dzielna trójka, przyodziana w przeciwdeszczowe kapoty mozolnie jechała dalej. Z powodu aury postanowiliśmy pojechać do Pucka, gdzie za radą Kasi spróbowaliśmy jabłek w cieście i zastanawialiśmy się co dalej. Sam Żarnowiec został odrzucony już na starcie, bo wiatr wcale nie słabł. Postanowiliśmy dojechać do jeziora Dobrego a potem skręcić na południe do Wejherowa.  Co do pogody, to było na tyle dobrze, że przynajmniej przestało siąpić.4

Zgodnie ze zmienionym planem, dobrnęliśmy do Darżlubia, skąd czarnym szlakiem przecięliśmy północny kraniec puszczy Darżlubskiej i dojechaliśmy do Jeziora dobrego. Po drodze nasz humor zaczął się poprawiać. Osłonięci lasem od wiatru wolno sunęliśmy przez wspaniałe tereny, które zwiedzałem dwa tygodnie wcześniej. Pomimo braku słońca las wciąż wydawał się wspaniały, a widoki zapierały dech w piersiach. Na naszej drodze co chwila wyrastały pełne błota kałuże, więc tempo nie było imponujące. Wręcz przeciwnie, poruszaliśmy się dość wolno, bo tylko w ten sposób mogliśmy nacieszyć się wspaniałą okolicą. Po chwili takiej jazdy dotarliśmy pod diabelski kamień i tu z powodu własnej głupoty i pecha uderzyłem się kolanem w kierownicę. Po chwili ból przeszedł, więc pomyślałem, że to nic takiego, ale niestety myliłem się. Z nad jeziora Dobrego ruszyliśmy zielonym szlakiem do Wejherowa. Zmiana planu zakładała jazdę lasami, które w doskonały sposób chroniły nasz przed mocnym i zimnym wiatrem. Przez cały ten czas kolano pulsowało tępym bólem, który na podjazdach tylko się wzmagał. Próbowałem nie zamulać grupy, ale kosztowało mnie to sporo wysiłku i silnej woli, zwłaszcza na trudniejszych odcinkach, gdzie ból stawał się intensywniejszy. Z tego także powodu koncentrowałem się raczej na pedałowaniu, niż na nawigacji, co kilkakrotnie przypłaciłem zboczeniem z trasy. Szczęśliwie jednak czujna kompania zawszy sprowadzała mnie na poprawną ścieżkę. W miedzy czasie słonce na chwilę wyjrzało zza chmur co wszystkim poprawiło humor, a ja stwierdziłem, że zielony szlak jest także bardzo urokliwy. Mimo wszystko wolę jednak szlak czarny, bo jest on bardziej „pierwotny”, ale jest to raczej kwestia gustu.

Po dotarciu do Wejherowa planowałem powrót SKM (mając na uwadze nieszczęsne kolano), ale za namową grupy ruszyliśmy przez Redę i Rumię go Gdyni. Dobrze jest jechać w zgranej grupie. Wszyscy trzymali równe tempo, więc asfaltowe odcinki naprawdę pokonaliśmy bardzo szybko. Tak dotarliśmy do Chyloni, gdzie pożegnałem się z grupą i zwyczajowo już pojechałem na południe do domu, gdzie dotarłem ok 20.00.

Pomimo kiepskiej aury rajd mogę uznać za udany. Wszystkim dopisywał humor i nikt specjalnie nie narzekał na trudne warunki. Jak zawsze podczas rajdów spędziliśmy sporo czasu na rozmowach. Rozmawialiśmy tak jak jak zawsze o tematach około rowerowych jak „żelowe siodełka” Wink, brak gustu i dobrego smaku wśród drogowców Wink i zeszło nawet na porównanie siodełek co poniektórych osób Wink . Dodatkowo nastrzelaliśmy trochę zdjęć, a co najważniejsze dobrze się bawiliśmy! Jedynie czego żałuję, to kolano, które boli mnie na tyle, że przez kilka dni o rowerze to mogę zapomnieć Frown

Dziękuję wszystkim za miło spędzony czas.

Howgh!

DST: 119km

AVG: 17,4km/h

TM: 6:50h

asfalt=niewiele

dystans=100

kondycja=normalna

profil=normalny

trud=niski

m=Gdynia

m=Darżlubie

m=Wejherowo

obszar=Kaszuby

atrakcja=panorama

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , | Leave a comment

Klifami do Gdańska

IMG_2530Kiedy wyjeżdżaliśmy z domu leżał jeszcze śnieg, Scoot stwierdził ze upału nie ma ale pogoda znów dopisała. Na miejscu spotkania nie spodziewałem się tłumów, i zgodnie z moimi przypuszczeniami czekał na nas tylko Wojtek z Sopot Killersów, w sumie na klify skierowaliśmy się w 3 osobowym składzie.IMG_2537

Dostałem info od kilku osób ze są przeziębieni, mają gorączkę, i że bardzo by chcieli nam towarzyszyć ale jak na złość choróbsko dopadło. Dziwna epidemia, prawdopodobnie miała związek z leżącym śniegiem na dworze 😉 Ruszyliśmy polansować się bulwarem, a z Orłowa boczną drogą pojechaliśmy do Gdynii gdzie wspięliśmy się na klif. Zjazdy sprawiły nam dużo radości, śliskie liście sprawiały że zjeżdżało się na krechę bez żadnych możliwości sterowania. Podejścia były jeszcze trudniejsze, ponieważ ślizgaliśmy się po nasiąkniętej wodą ziemi.

Rower drugi raz (pierwszym razem była Trans Carpatia) sprawdził się jako czekan, pomagając mi w ten sposób wdrapać się na górę. Wojtkowi udało się „zdobyć” szczyt jako pierwszemu i naśmiewał się z nas robiąc przy okazji foty telefonem, kiedy to robiliśmy krok pod górę a następnie zsuwaliśmy się 2 metry w dół. Ostatecznie po paru kolejnych podjazdo/podejsciach i zjazdach znaleźliśmy się w Sopocie. Zrobiło się już chłodniej, postanowiliśmy rozgrzać się w TPK. Skierowaliśmy się w stronę Łysej Góry, dalej single trackiem do Borodzieja i następnie na Pachołek gdzie oficjalnie zakończyła się przejażdżka. Nie opisywałem szczegółowo trasy bo częśc z Was pewnie ją zna a Ci którzy nie znają niech żałują 🙂IMGP8218IMG_2550

Scoot doszedł do wniosku że dla odmiany trzeba zorganizować coś lajtowego bo następnym razem będziemy tylko we dwóch 😉 W sumie wyszło ok 60km w zimnem i mokrem

Silver

asfalt=brak

dystans=50

kondycja=niska

profil=niski

trud=niski

m=Gdynia

m=Sopot

typ=rowerowy

Posted in Relacje | Tagged , , , | Leave a comment