Maraton w Matarni

 


DSCN2619

DSCN2614 DSCN2622

 

 

 

 

 

 

DSCN2625

DSCN2628

 

 

 

 

 

 

 

IMG_3661

 

Posted in Maratony | Leave a comment

Vienna Life Lang Team Maraton Rowerowy

Wyznaczyłem azymut lasem TPK, trochę podjazdów i dojechaliśmy do celu. Z daleka było widać jak duża ilość kolarzy brała udział. Liczyłem się z tym, ze kogoś spotkam i tak się stało. Intel mnie zauważył, miłe przywitanie z nim i z jego koleżanką. Szkoda, ze Piotrek i Tomek nie brali udziału. Na starcie stanęło bardzo dużo zawodników, według mnie to pewno około tysiąca.
W drodze powrotnej nie mogłem wracać ta samą drogą, bo to była trasa wyścigu, więc ruszyłem przez las inną drogą.
Na liczniku miałem 25 km.

Fot. Włodzimierz Amerski 014-1 Fot. Włodzimierz Amerski 009

 

 

 

 

 

DSCN2614Fot. Włodzimierz Amerski 006

 

 

 

 

 

DSCN2619   IMG_3658

 

 

 

 

 

 

 

DSCN2616

DSCN2615

 

 

 

 

 

 

DSCN2622

DSCN2625

 

 

 

 

 

 

DSCN2629 IMG_3660

 

 

 

 

 

 

IMG_3661

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia: Mieczysław Butkiewicz

Posted in Maratony | 1 Comment

Trening Old School MTB Gdańsk

W sobotę odbyła się ustawka amatorskiej grupy kolarskiej  Old School MTB Gdańsk

pobrano ze strony extravideo.pl

Posted in Maratony | Leave a comment

Kaszebe Runda

 

Jeżeli chcesz obejrzeć w wyższej rozdzielczości HD to kliknij tu

Posted in Maratony | Leave a comment

Bike Tour II Edycja "Matemblewo"


KLIKNIJ TU aby oglądać film w jakości HD

Dziś 2 lipca odbywały się zawody XC pt. Bike Tour, to już II Edycja tych zawodów które dostały miano mistrzostw woj. Pomorskiego. Dzień przed zawodami cały dzień padał deszcz, aura była niezbyt sprzyjająca kolarzom, co później okazało się że nie było tak strasznie. Gdy przyjechałem na miejsce spotkałem znajomych z KSR Kościerzyna i razem postanowiliśmy zrobić objazd trasy, tylko jedno kółko na rozgrzewkę. Trasa tak jak się zapowiadało była bardzo interwałowa ale także nie brakowało ostrych  zjazdów na których można było docisnąć ostro gazu, lecz trzeba było mieć się na uwadze i robić to z głową żeby nie zrobić sobie krzywdy. Na zawodach XC pierwszy raz startowałem w kat. „Masters” to był mój debiut w tej kategorii,  ale nie oznaczało to że będzie łatwiej, bo dobrych zawodników nie brakowało, obsada była bardzo silna. Zdawałem sobie sprawę że bez treningów nie osiągnę dobrego wyniku, choroba i brak treningów zrobiły swoje, praktycznie to był start  bez żadnego przygotowania.

Start zaplanowany został na godz. 13:00 lecz wystartowaliśmy z małym opóźnieniem.

Start, rura i gaz, ile tylko fabryka dała, ostro do przodu, gdyż po przejechaniu kilku metrów czekała na nas z niecierpliwością pierwszy interwałowy dość wąski  podjazd, na tyle wąski że gdyby ktoś stanął to nie było miejsca na wyprzedzenie, kilka osób w ten sposób znalazło się w rowie, trzeba było wycisnąć z korby ile tylko się da ponieważ za podjazdem  był odpoczynek w postaci ostrego zjazdu, ale trzeba było i tu mieć się na baczności ponieważ było dość ślisko i potrafiło w nieprzewidziany sposób zarzucić oponą. Tuż przy mecie był dość  ostry podjazd, tzw. ściana płaczu, końcowe nachylenie wg. wskazań czujnika GPS wynosiła nawet 26% nachylenia, lecz to nie stanowiło problemu, problem był w postaci grząskiej mokrej powierzchni pokrytej z jednej strony gliną a z drogiej liśćmi.

Pierwszy raz gdy chciałem podjechać przyblokowali mnie to musiałem zejść, drugi raz gdy zaatakowałem podjazd udało mi się podjechać z maksymalnym wysunięciem ciała do przodu, lecz za trzecim razem zawaliłem końcówkę, zrobiłem głupi błąd i zarzuciło mną na lewą stronę gdzie były liście i glina, bez możliwości korekty w tym przypadku. Ten błąd kosztował mnie utratę pozycji, zdołałem jeszcze usiąść na kole ale gdy zbliżaliśmy się do mety wyprzedziłem przeciwnika na tyle bezskutecznie że zostałem dogoniony na finiszu bez szans odparcia ataku, przegrałem o długość pół koła, wybrałem złą taktykę, chciałem za szybko zakończyć. Ten wyścig potraktowałem jako dobry trening.

W końcowej klasyfikacji zostałem sklasyfikowany na 10 pozycji, nie jest tak źle biorąc pod uwagę 2 tyg. pauzę w treningach.

tekst: Piotr1981

film: scoot

zdjęcia:  Mieczysław Butkiewicz

Posted in Maratony | Tagged | Leave a comment

Skandia Lang Team IV Edycja – Gdańsk

W Dniu 18 VI  odbywała się kolejna już IV Edycja zawodów z cyklu Skandia Maraton Lang Team, która tym razy zawitała do Gdańska.

W tygodniu postanowiłem objechać trasę i stwierdziłem ze w warunkach suchych jest dość interwałowa, min słynny podjazd znany z zawodów XC pt. „Bike Toure” przy ul. Abrahama oraz kilku innych, jeden  z nich był nie do podjechania, przynajmniej nie dla takich amatorów jak ja.

Dzień przed oraz w dniu zawodów strasznie rozpadał się deszcz, ale zawody nie mogą być rozgrywane tylko w piękną pogodę. Tego się obawiałem że warunki mogą się powtórzyć z przed dwóch lat gdzie na trasie było bardzo dużo błota i tym razem tak się stało.DSCF0813

Start nastąpił o godz. 11:05, na początek spora część asfaltu ok. 5 km gdzie nie szło mi najlepiej, bardzo duży ścisk, dwóch zawodników wyprzedzając mnie wzięło mnie w kleszcze że miałem dużo szczęścia unikając przewrotki gdybym w porę mocno kiery nie złapał.

Początek zacząłem bardzo spokojnie, wypatrywałem numery które powinienem się trzymać patrząc po tabeli klasyfikacji generalnej, lecz nie widziałem żadnego oprócz tego którego powinienem się bronić, ale nie stanowił większego zagrożenia. Gdy byliśmy na samej górze asfaltu czekał na nas bardzo szybki zjazd, niestety w połowie trasy padł mi licznik i ciężko mi się jechało nie znając swojej aktualnej prędkości. Na jednej z wąskich podjazdów również fuksem uniknąłem od zderzenia ponieważ jednemu z zawodników coś stało się z rowerem i postanowił naprawiać usterkę na drodze, jadąc na kole peletonu i zasłaniając się kaskiem unikając chlapaniu błota z opon które leciało prosto po twarzy i oczach w ostatniej chwili zauważyłem stojącego zawodnika, uratowało mnie tylko gwałtowne odbicie na prawą stronę kilka razy zarzucając po śliskiej nawierzchni, udało się opanować  tak ze obyło się bez przewrotki, słychać było tylko w oddali jak zawodnicy klną na sprzęt który odmawia posłuszeństwa oraz na zwalniających peleton zawodników którzy nie dają rady podjeżdżać.

Były również przeszkody w postaci zwalonych drzew, na jednym z takich odcinków wywróciłem się wypinając się z jednego pedała i podnosząc rower jedną nogą straciłem nie więcej niż 3 sek. obyło się bez skutków ubocznych, po jakiś 10 min wszedłem w swój rytm, doganiając dość silny peleton składających się z zawodników Selle Italia oraz Aga-Team, próbowałem im dotrzymywać tępa, urwali mi się gdzieś w połowie drugiej pętli.

Źle mi się jechało samemu nie mając sprawnego licznika.

Na jednym z podjazdów udało mi się złapać Flasha który miał problem z łańcuchem, gdy naprawił usterkę wyprzedził mnie i pociągnął do samej mety.

Gdy został do pokonania ostatni podjazd znajdujący się na żółtym szlaku popełniłem prosty błąd, w  tym momencie dużo osób z dystansu mini podchodziło pod ten niewygodny podjazd i nie było jak podjeżdżać, lecz ja zawzięcie postanowiłem spróbować mimo tańczącego roweru i ślizgającej się tylnej opony, tak pechowo zrobiłem ze zeszła mi w rów, lecz ja nie wypiąłem się z pedałów tylko naciskałem na korbę ile mam sił, niestety bez skutecznie, przewróciłem się razem z rowerem na lewą stronę tak pechowo ze korbą uderzyłem się w udo, następnie szybko zszedłem i wszedłem pod samą górkę. Za podjazdem czekał bardzo stromy zjazd gdzie bardzo dużo osób sprowadzało rowery, krzyknąłem tylko uwaga i wszyscy zeszli na prawą stronę umożliwiając mi bezpieczny zjazd. Teraz już pedałowałem już tylko ile miałem sił w nogach byle by dojechać do mety, mijając jeszcze znak informujący że zostało 2 km do mety. Przed sobą miałem jeszcze jednego z zawodników lecz z daleka nie widziałem z jakiego dystansu, ale na oko nie wyglądał mi na medio, po chwili dogoniłem i krzyknąłem lewa wyprzedzając go, miałem racje to był jeszcze z dystansu mini, na trasie zjadłem tylko jednego batonika i zostawiając pół bidonu, nie był to wyścig dający mocno w kość, patrząc na wyniki w klasyfikacji generalnej odrobiłem jedynie 3,4 punktu do siódmego miejsca, ale też awansowałem z 9 na 8 lokatę, zostały mi do odrobienia jeszcze 9 punktów i trzy edycje do końca, nic mi nie pozostaje tylko walczyć do samego końca, na pewno nie będzie łatwo.

Z wyniku jestem zadowolony chodź zawsze  można powiedzieć ze mogło pójść lepiej, zostałem sklasyfikowany w Open na 36 miejscu a w kategorii na 23, lecz najważniejsza teraz jest dla mnie walka o 7 miejsce w Generalce to było by bardzo dobre pożegnanie z Elitą

Do zobaczenia w kolejnych Edycjach Skandia Maraton Team

tekst: Piotr 1981

Posted in Maratony | Tagged , | Leave a comment

Family Cup

Dziś odbywały się Mistrzostwa Polski dla Amatorów w zawodach XC, był to już edycja tych zwodów, tym razem został rozgrywany w mieście Sopot.

Na start stanęła nie oczekiwana ilość ok. 150 zawodników. Organizacyjnie  nie byli przygotowani na tak dużą ilość zawodników, ale wszystko przebiegło sprawnie. Jeśli chodzi o starty XC to był mój pierwszy start w tym sezonie, nie traktowałem to jak miał by być to ważny wyścig, bardziej treningowo, najważniejsza jest Skandia.

Od samego początku zaczął prześladować mnie pech, gdy przyjechałem na start już na początku przekręcił mi się łańcuch tak niefortunnie ze musiałem go ściągnąć i założyć na nowo, następnie gdy robiłem objazd trasy ze znajomymi z teamu Piast Słupsk wbiło mi się szkło w oponę i byłem zmuszony połowę trasy jechać na kapciu, po jakimś czasie zerwała mi się linka od przerzutki tak niefortunnie ze trzymała tylko na jednej malutkiej lince, tak ze wystarczyło małe zahaczenie czegokolwiek to trące kontrolę nad napędem.FAMILYCUP-1

Start nastąpił o godz. 14:00 Seniorzy i Orlicy startowali razem. W mojej kategorii jaką jest kat. Senior startowała bardzo liczna 56 osobowa grupa. Na sam początek mieliśmy do pokonania bardzo fajny techniczny  podjazd, lecz bardzo dużo osób poschodziło z rowerów i zaczęło blokować, również musiałem zejść z rumaka. Od samego startu zacząłem mieć dość spore problemy z przerzutkami, tego się obawiałem i męczyły mnie do samej mety, jechałem byle by jechać, chciałem tylko dojechać do mety, bałem się żeby łańcucha nie zerwać, strasznie mi przeskakiwał, nie mogłem w ogóle przerzucać biegów bo od razu mi strzelało i przeskakiwało.

Uczepiłem się w miarę możliwego ogona  takiego którego mogłem trzymać i trzymałem się do samego końca, na jednym zjeździe mnie wywaliło tak ze milimetry brakowały a zaliczył bym dzbana o drzewo, już się widziałem na glebie, ale do niczego nie doszło, chwyciłem tylko kierę tak mocno jak potrafię i to mnie uchroniło od przewrotki. Tuż przy mecie był niebezpieczny zjazd, prędkości niektórych zawodników przekraczały dużo ponad 60 km/h ja nie miałem czym dokręcać, dlatego osiągnąłem marne 57 km/h Bardzo fajny podjazd pod Łysą Górę pod którą musiałem za każdym razem cisnąć na pół blacie, nie mogłem zejść na młynek bo mogło by się to źle skończyć, musiałem jak najmniej manewrować biegami, ale trzeba było sobie radzić na tym na czym się jechało.FAMILYCUP-2

Zawody XC nie są i nigdy nie były moją najmocniejszą stroną, potrzebuję czasu by się rozgrzać, nie potrafię od samego początku ostro jechać ile sił w korbie, dystans wyszedł 20 km i to jeszcze dodali nam dodatkowo jedno okrążenie na szczęście + przewyższenia 560 m, czułem że jadę dopiero po 4 okrążeniu a to już było za późno. Słyszałem tylko jak krzyczą do mnie ze jestem w pierwszej dwudziestce, ale to też nie wiadomo do końca ponieważ puścili dwie kategorie razem. Gdy jechałem na kole jednemu z zawodników, myślałem tylko o jednym jak by to rozegrać finisz żeby wygrać, plan był jeden, usiąść na kole i w ostatnim momencie dojazdu do mety dobrze wziąć zakręt i dać z siebie wszystko, ale czy to się uda? Zawodnik był bardzo mocny, szczególnie na zjazdach, na żadnym z okrążeń nie udało mi się dobrze wejść w dość ostry zakręt, gdy dojeżdżaliśmy już do mety, starałem siedzieć bardzo blisko koła, i wchodzić bardzo precyzyjnie w zakręty, co się udawało, po jakimś czasie nadeszła decydująca chwila, być albo nie być, chociaż to nie miało znaczenia, ale jednak wygranie finiszu daję ogromną radość, o dziwo udało mi się wejść w zakręt bez zbędnego zwalniania, tak ze byłem tylko o  koło wolniejszy od przeciwnika, no dobra zostało już tylko parę metrów, stanąłem na pedały miałem najtwardszy bieg i z całych sił pognałem w kierunku mety, wyprzedzając zawodnika o niecałą  sekundę.

Gdy przekroczyliśmy linię mety podziękowaliśmy sobie za wspólną rywalizację. Jedynie co mi się udało zrobić na tym wyścigu to wygrać finisz, dobre i to. Ostatecznie dojechałem na 12 miejscu, nie jestem zawiedziony ponieważ traktowałem te zawody jako trening, a gdy przekraczałem metę nie czułem nawet zmęczenia, jak już wspomniałem Skandia będzie dla mnie najważniejsza i mam nadzieje ze poskutkuje to, a czasem przydaję się ponieść porażkę po to żeby umieć się po niej ponownie wznieść, nie każde zawody pojedzie się w 100% możliwości.

Do zobaczenia na następnych zawodach.

tekst: Piotr 1981

Posted in Maratony | Tagged , , | Leave a comment

Skandia Maraton Lang Team III Edycja – Nałęczów

DSCF0640

Dziś odbywała się już III Edycja Skandia Maraton Lang Team.

Tym razem zawitaliśmy do bardzo malowniczego miasteczka jakim jest Nałęczów.

Obecnie zajmowałem po II Etapach 14 miejsce w klasyfikacji generalnej. Obserwując tabelę miałem realne szanse wskoczyć o jedno oczko do góry lecz musiałem mieć się na baczności ponieważ był dość niebezpieczny ścisk w tabeli pomiędzy mną a trzema innymi zawodnikami z dolnej części.

W dniu dzisiejszym zapowiadali deszcze i burze, lecz Czesław Lang zadbał o to by taka sytuacja nie miała miejsca, zamówił bardzo piękną pogodę.

Start maratonu już tradycyjnie nastąpił o godz. 11:00, do pokonania mieliśmy 61 KM.

Patrząc na profil trasy zaprezentowany przez Czesława Langa na stronie mogło by się wydawać ze teren jest niezbyt wymagający, nic bardziej mylnego, teren liczył sobie kilka naprawdę dość solidnych podjazdów, takich że podjeżdżając pod nie myślałem ze nigdy się nie skończą i tylko myślami byłem „co ja tu w ogóle robię” gdy podjechałem to nie wiedziałem prawie gdzie ja jestem. Jeśli już były tak solidne podjazdy to i zjazdy muszą być niczego sobie, tak też było, mówi chodźmy fakt ze wyciągnąłem rekordową prędkość 67 km/hDSCF0640

Jeszcze nie potrafię od początku maratonu ostro przyspieszyć, tak też było i tym razem, przejeżdżając przez punkt rejestrujący byłem dopiero 37 w open a dojechałem na metę jako 24, muszę się najpierw trochę rozgrzać, sama rozgrzewka przed startem nie wystarcza mi,  ale później idzie coraz lepiej z biegiem czasu.

Trasa była bardzo szybka, nie brakowało wymagających dość stromych podjazdów jak i niebezpiecznych zjazdów, o wywrotkę było nie trudno, bardzo dużo kurzu. Momentami czułem się jak bym brał udział w zawodach w stylu Paryż Dakar, jadąc za peletonem drogi nie widziałem, jedynie obserwowałem koło zawodnika jadącego przdemną, nie wiedziałem gdzie jest zakręt czy też dziura jakaś, a prędkości  były nie małe.

Tuż po starcie po upływie kilku minut jechaliśmy mniej więcej w sześciu osobowym peletonie, bardzo silną ekipą. Zmienialiśmy się co jakiś czas.

Pod koniec ostatnich 2 km zaczęliśmy finiszować, uciekać z peletonu w dwójkę.  Usiadłem  na kole i próbowałem trzymać się do samego końca, dogoniliśmy jeszcze dwóch zawodników przy okazji.

Do mety jechaliśmy już tylko w trójkę, lecz ja i kolega z przodu popełniliśmy błąd, gdy ostro przyspieszyliśmy miałem już ich prawie na widelcu, ni zowąd przy prędkości ok. 50 km/h jadąc po ślizgiej trawiastej nawierzchni pojawił się dość niebezpieczny skręt w prawo miedzy barierkami metalowymi które oddzielały kibiców od jadących zawodników, o mały włos bym w nie grzmotnął, już się widziałem leżącego, ale jakoś wyprowadziłem rower tak ze uniknąłem kolizji jakimś cudem zahaczając o koło zawodnika jadącego przdemną, hamowanie było na tyle ostre i precyzyjne że stanąłem w miejscu wypinając się z pedałów. Byliśmy tylko w dwójkę, miałem zbyt twarde przełożenie by dojechać przed zawodnikiem przdemną, lecz spróbowałem jeszcze zaatakować, szybko się wpinając i naciskając na pedały ile sił w nogach, leszcz przegrałem z dwoma zawodnikami o 1 sek.

Po zaledwie kilku sekundach dostałem sms-a o wynikach.DSCF0694

Zająłem w klasyfikacji Open 24 miejsce i w kategorii 14, byłem bardzo zadowolony, wiedziałem że na pewno obroniłem pozycje w klasyfikacji Generalnej, a nawet może awansowałem w górę.

Jak się w końcu okazało, niemożliwe stało się możliwe, w klasyfikacji Generalnej po III Etapach zajmuję bardzo wysoką 9 pozycję, lecz obrona pierwszej dziesiątki będzie nadzwyczaj bardzo trudna, ale bez walki nie odpuszczę, będę się starał, tym bardziej ze mam niewielką stratę nad zawodnikami z 8 i 7 pozycji, lepiej być nie mogło.

Do zobaczenia na IV Edycji która tym razem odbywać się będzie w Gdańsku,  będzie to trasa bardzo wymagająca pod względem wzniesień, interwałów itp. czasu jest dość sporo wiec trzeba zabrać się za siebie i ostro trenować, do  zobaczenia 18.06.2011

tekst: Piotr1981

Posted in Maratony | 4 Comments

Skandia Maraton Lang Team II Edycja – Kraków


Dzisiaj odbyła się już II Edycja Skandii, tym razem w pięknej miejscowości jakim jest Kraków. Tradycją już stało się że maratony organizowane są na tzw Błoniach, nic dziwnego pomieści się tutaj bez problemu bardzo dużo osób. Przepiękna ogromna łąka tym razem pomieściła ok. 600 zawodników. Niestety dystans organizatorzy musieli trochę skrócić o 5 km z powodu wycinków drzew w okolicy mety, szkoda bo ominął nas dość ciekawy finisz z bardzo ostrym podjazdem, lecz to nie oznacza że było łatwo.

Po kiepskim starcie w I edycji Skandi chciałem poprawić swój wynik i pojechać bardziej technicznie, nie wyrywać się  bezpodstawnie do przodu, trzymać się peletonu.

Start był zaplanowany na godz. 11:00

Do pokonania mieliśmy na dystansie medio ok. 62 km.

Gdy ruszyliśmy do pokonania mieliśmy dość grząski i niewygodny odcinek trawiasty, wiedziałem już ze finisz będzie bardzo ciężki jeśli utrzymam się jadąc w peletonie.

Po krótkiej chwili gdy wyjechaliśmy na niewielki odcinek asfaltu doszło do dość groźnego wypadku, jechało się z prędkością ok. 50 km/h gdy nastąpił gwałtowny skręt w lewo, doszło prawdopodobnie do zahaczania i dzięki czemu nastąpił upadek, aż pan policjant który pilnował żeby wstrzymać ruch się przeraził, ale nic groźnego się nie stało, szybko się pozbierali i pojechali dalej. Gdy wjeżdżaliśmy do Lasku Wolskiego część zawodników już wymiękało na podjeździe i zaczęło blokować, bez możliwości wyprzedzenia, zrzuciłem na tzw. młynek i spokojnie chciałem pokonać podjazd, lecz był na tyle wąski że uniemożliwiał wyprzedzanie, zawodnik przede mną się zatrzymał, niestety też musiałem, nie zdążyłem się dobrze wypiąć a stałem na dość stromej górce i zaliczyłem orła wzdłuż drogi,  wziąłem szybko rower i podbiegłem wzniesienie, również sapałem jak lokomotywa. To był pierwszy większy podjazd, później było już tylko lepiej. Lasek Wolski czekał na nas przy starcie i tuż przed metą, lecz ten przy mecie był bardziej techniczny, już z górki, więcej zjazdów niż podjazdów, lecz te zjazdy były z korzeniami, bardzo ciężkie i trzeba było bardzo mocno trzymać kiere i mieć oczy szeroko otwarte by nie wpaść w poślizg, upadek na korzeniach mógł by się skończyć dość niebezpieczną kontuzją tym bardziej że prędkości były spore.

Na trasie niektóre  podjazdy były tak strome ze musiałem używać młynka, i to nawet na asfaltach gdzie rzadko to się zdąża, czasem tak długie ze nie było widać końca.

Trasa była dość szybka, lecz nie oznacza że była łatwa, dużo kamieni ostrych ale tego można  było się spodziewać, można było łatwo złapać kapcia, albo rozciąć oponę, bardzo niebezpieczne zjazdy z ostrymi kamieniami, podjazdy jak to w górach również dawały się odczuć, na tyle gdy się pokonało podjazd następowała wielka ulga.

Od początku próbowałem jechać jednym tempem z peletonem, udało się dojechać, lecz do mety dojechaliśmy jedynie w dwójkę. Gdy zbliżaliśmy się do mety jechaliśmy po wałach, grupa kolarzy szosowych była na treningu, ok. 10 osobowa grupka, myśmy po tych wałach szybciej jechali niż  szosowcy, spojrzałem na licznik to było coś koło 40 km/h.

Na finiszu ostro przyspieszyłem, gdzieś w oddali widziałem jeszcze zieloną koszulkę skandi lecz nie udało mi się dogonić, kolegę z którym jechałem zostawiłem w tyle, przyjechał za mną 15 sek., spoglądałem jedynie do tyłu czy nie jedzie za mną, ciężko było jechać po grząskim trawiastym terenie, lecz próbował walczyć jedynie na początku, później odpuścił.

Z miejsca jestem na pewno bardziej zadowolony niż z I edycji

Zająłem w Open 53 miejsce a kat 29, trochę bałem się że mogę jeszcze niżej spaść w Generalce bo to jest dla mnie najważniejsze, ale na szczęście tak się nie stało, nawet awansowałem o 4 pozycje z 18 na 14 pozycję z czego jestem bardzo zadowolony, w Nałęczowie będę chciał utrzymać pozycję, ale będzie bardzo ciężko ponieważ różnica punktowa jest nie wielka, trzeba będzie bardzo uważać.

Do zobaczenia 28.05.2011 w Nałęczowie na III Edycji

tekst: Piotr 1981

Posted in Maratony | Leave a comment

VIII Leśny Maraton Rowerowy

W dniu dzisiejszym (7 maj) odbywał się „VIII Leśny Maraton Rowerowy”, tym razem dopisała nam przepiękna pogoda. Na start stawiło się ok. 275 kolarzy  amatorów jak i tych na co dzień jeżdżących w profesjonalnych klubach sportowych. Organizatorzy nie przewidzieli tak dużej frekwencji i sami byli zaskoczeni. Start był zaplanowany na godz. 11:00, były do wyboru dwa dystanse 44 oraz 66 km, lecz dystans można było wybrać po ukończonej drugiej pętli. Ja od razu wiedziałem ze pojadę na trzy pętle (66km), ten wyścig traktowałem jako przygotowanie do Skandii gdzie będę miał do pokonania taki sam dystans tylko ze w nieco trudniejszym terenie. W ubiegłym roku miałem okazje brać udział w tym maratonie i wiedziałem mniej więcej czego można się spodziewać, była okropna chlapa i błoto. Z relacji kolegów wiem że na tej trasie występują okropne ilości piasków, ten kto ma opracowaną dobrą technikę jazdy po nich będzie miał ogromną przewagę.DSCF0515

Start jak co roku, dość spory odcinek płaskiego i zarówno szybkiego asfalciku, prędkość miejscami sięgała 45 km/h na zakrętach było dość niebezpiecznie, nagłe hamowanie mogło spowodować dość niebezpieczną kolizje, szczególnie w takim ścisku gdzie jechało się ściśniętym kiera w kierę.  Trzy razy musiałem gwałtownie zahamować tak ze podniosło mnie prawie. Peleton ciężko było zgubić, trzymał się ostro ponad pół godziny, dopiero odcinki tzw. piaskownic rozciągnęły go. Nigdy nie byłem mocny w jeździe na piaskach, ale o dziwo ani razu nie zdarzyło mi się zakopać. Co prawda na odcinkach piaszczystych sporo czasu traciłem, ale nadrabiałem na płaskich i lekkich wzniesieniach. Starałem się jechać spokojnie, nie szarżować by zachować siły na ostatnią  pętle. Gdy peleton się rozciągnął w znacznym stopniu starałem się trzymać sześciu-osobowego peletonu, zamykając go, nikogo nie było w tyle, nie chcąc jechać samemu musiałem utrzymywać tempo. Po jakimś czasie dość piaszczyste odcinki rozbiły peleton na tyle że drugą pętle kończyliśmy tylko w dwójkę.

Na trzeciej pętli już nie było tak kolorowo, brakowało peletonu który by zaczął dyktować tempo, ostry podmuch powietrza hamował nas, co jakiś czas staraliśmy się zmieniać, aż w końcu dogoniliśmy kogoś z tłumów i staraliśmy się jechać w trojkę. Niestety kolega zrobił fatalny błąd  na odcinku pokryty dość sporą częścią piasku, usłyszałem krzyk coś w stylu „łooo”  przednie koło zeszło i tzw. OTB pechowo bo wleciał w krzaki ale to nie była jedyna przewrotka na trasie, słabsi zawodnicy którzy nie mieli odpowiednio dopracowanej techniki również zaliczali gleby. Gdzieś daleko z przodu widziałem jeszcze zawodnika pędzącego dość ostrym tempem, pytanie tylko czy jechać w kilku osobowym peletonie czy spróbować zaatakować? Wybrałem to drugie, niestety nieskutecznie, mój atak nie był na tyle silny żeby mógł zagrozić pozycje. Na metę ostatnie 15 km jechałem sam, próbując przyspieszać. W tyle już nikogo nie widziałem, z przodu również straciłem kontakt wzrokowy z  zawodnikiem,  dojechałem na metę z 16 sekundową stratą.DSCF0516

Ostatecznie zająłem 8 miejsce, najważniejszy wyścig będzie mnie czekał w Krakowie za tydzień gdzie rozpocznie się II Edycja Skandii.  Ten maraton traktowałem jako dobry trening oraz sprawdzian wytrzymałości. Trasa była łatwa ale spore odcinki piasków mogły dać we znaki, było gdzie się zmęczyć. Również na jednej pętli były dwa dość fajne podjazdy na których nadrobiłem dość dużo straconego czasu. Sporo osób zacząłem dublować, nie liczyłem na palcach ale zdublowałem coś koło dziesięciu zawodników. Niestety dość sporo osób jechało bez kasków,  gdzie na takich zawodach powinien być obowiązek jazdy z kaskiem.

tekst: Piotr 1981

Posted in Maratony | Leave a comment
« Older